Śladami Jerzego Harasymowicza i jego poezji po państwie muszyńskim

Barbara Bałuc
Śladami Jerzego Harasymowicza i jego poezji po państwie muszyńskim

Jerzy Tadeusz Harasymowicz. Broniuszyc-Harasymowicz. Poeta Krakowa, Bieszczadów i Sądecczyzny. Założyciel grup „Muszyna”  i „Barbarus” . Wieszcz Muszyny. Książę z Kraju Łagodności , „władca Łagodności” . Samotny jastrząb , „poeta niespodzianek” , poeta skłonny do sentymentalizmu , poeta naiwny , poeta dwóch kultur – polskiej i ukraińskiej. „(…) pastuszek nie dość uczesany i trochę niezgrabny” . Prawdziwa samosiejka . Leśnik, miłośnik gór, roślin i zwierząt. „Natura otwarta, szczera i przy tym łatwowierna” .
Można w nieskończoność mnożyć określenia z jakimi spotykamy się w różnych opracowaniach, dotyczących twórczości Jerzego Harasymowicza czy też wywiadach z nim przeprowadzonych. Nie to jednak będzie istotą tego artykułu. Południowy skrawek Sądecczyzny stał się przed laty natchnieniem dla poety, a dla piszącej tej słowa poezja Księcia z Kraju Łagodności pretekstem do wędrówki jego śladami – tej poetyckiej i rzeczywistej. Zostanie zatem Harasymowicz moim i Państwa przewodnikiem po państwie muszyńskim. Myślę, że nie trzeba nikomu przypominać jaki teren obejmował kres muszyński, ale jeżeli ktoś nie pamięta, to odsyłam chociażby do artykułu Piotra Rychlewskiego.  Aby ta wędrówka stała się bardziej rzeczywista, zilustruję ją strofami wierszy poety oraz archiwalnymi i współczesnymi zdjęciami.
Znany historyk i krytyk literatury, Kazimierz Wyka, w Urzeczonym pisał: „Czy pamiętacie w uroczym Porwaniu w Tiutiurlistanie Żukrowskiego mapę sztabową uczynioną z opadłego liścia? Żyłki oznaczają drogi i przyszłe pochody wojsk. Do takiego sztabu urzeczonych należy i po takiej mapie porusza się Harasymowicz” . A my razem z nim. Czyż mapa klucza muszyńskiego nie przypomina takiego trochę zdeformowanego liścia? Doliny Popradu, Muszynki, Mochnaczki, Kryniczanki, Szczawnika i biegnące wzdłuż nich drogi to żyłki na liściu. A tymi przyszłymi pochodami wojsk mogą być konfederaci barscy, których działania na terenie państwa muszyńskiego odbiły się szerokim echem, a Harasymowicz poświęcił im kilka wierszy.
Według wspomnianego przeze mnie Piotra Rychlewskiego w drugiej połowie XVII w. „państwo muszyńskie liczyło 35 wsi i 2 miasteczka – <<stołeczną>> Muszynę i Tylicz oraz wsie: Andrzejówka, Banica, Berest, Brunary Niżne, Brunary Wyżne, Bieliczna, Czarna, Czyrna, Czertyżne, Dubne, Florynka, Izby, Jastrzębik, Jaszkowa, Kamianna, Krynica, Leluchów, Milik, Mochnaczka Niżna, Mochnaczka Wyżna, Muszynka, Piorunka, Polany, Powroźnik, Słotwiny, Stawisza, Szczawnik, Śnietnica, Wawrzka, Wierchomla Mała, Wierchomla Wielka, Wojkowa, Złockie, Zubrzyk i Żegiestów” . Wiele z tych miejscowości urzekło poetę i znajdziemy je na mapie jego twórczości.
Niewątpliwie najważniejsza była dla niego Muszyna – w przeszłości siedziba starostów muszyńskich, następnie Księcia Łagodności, a obecnie burmistrza gminy uzdrowiskowej, Jana Golby. Miasteczko w Karpatach, otwierające jego drugi tom poezji Powrót do kraju łagodności, to właśnie Muszyna. Utwór dedykował swojemu koledze z grupy „Muszyna”, Janowi Zychowi. Posłuchajmy pierwszej strofy:
„Na jednym końcu Jan Chrzciciel chudziutki nie chce łakomstwem zgrzeszyć
Więc tłuste kury z kaplicy wygania aż trzepoczą nad miasteczkiem
Naprzeciw Święty Florian pod nosa czerwonym żaglem
Ma jak półksiężyc złotą łódkę wąsów i od ognia tulipanów jest odgrodzony płoteczkiem” .
W tym momencie jeszcze raz pragnę przywołać słowa znanego krytyka literackiego i znawcy twórczości Harasymowicza, Kazimierza Wyki:
„Gdyby morza, co zalewały ongiś podgórskie kotliny, odzyskały swój pradawny temperament, gdyby zmiotły z mapy Muszynę i jej okolice, zostałaby ona odbudowaną z kapryśnych notatek owego zbioru [mowa o tomie Powrót do kraju łagodności – przyp. autora]. We wszystkich godzinach dnia i nocy i o wszystkich porach roku zostałaby odbudowaną” .
Jest w tym trochę przesady, ale też i sporo prawdy, a dowodem może być osobista wizyta w miasteczku, kiedy wiosną kwitną tulipany. Św. Florian w swej zabytkowej kapliczce rzeczywiście „od ognia tulipanów jest odgrodzony płoteczkiem”, a w pilnowaniu muszyńskiego rynku pomaga mu od wieków Jan Nepomucen. To właśnie na muszyńskim rynku w latach 50. zostało wykonane zdjęcie przedstawiające Jerzego Harasymowicza w towarzystwie miejscowej (?) ludności, w tym córki gospodarzy, u których mieszkał, Gieni Tłumakówny i kierowniczki biblioteki, Wandy Bernasik.
Oczywiście zmieniło się otoczenie, jak i sama Muszyna przez te wszystkie lata, na co zwraca uwagę rodowity muszynianin, Adam Ziemianin:
„Muszyna przedstawiona przez Harasymowicza to już historia. Są co prawda na Rynku kapliczki, z których jedną zamieszkuje święty Jan, a drugą święty Florian, ale jakże zmieniło się ich otoczenie. Dom handlowy, domy wczasowe ze szkła i betonu, czynią z Muszyny może bardziej nowoczesną miejscowość uzdrowiskową, ale pozbawiają niestety urokliwego klimatu” .
Podobnie mój krajan komentuje Dom za Popradem , mówiąc, że „zginął przygaszony przez nowoczesny dom wczasowy <<Żerań>>”  - współczesne Sanatorium Uzdrowiskowe „Żerań”, położone na zboczu Suchej Góry przy ul. Mściwujewskiego, około 200 m od rzeki Poprad, co pozwala na obserwację panoramy miasta. Harasymowicz często wracał myślami do uroczego domku nad Popradem, a w jego wspomnieniach nabierał on cech ludzkich:
„W upalnym mieście zawsze myślę o tym domku za Popradem,
co wieczorami w ogromnej aureoli księżyca jak pustelnik święty
kózkę białą pasie na brzegu splątanych jarów,
a jodły szumią i przypominają mu stare zapomniane kolędy.

Dom ten stoi prawie nie zamieszkany,
staruszkowi-drzwi żółtymi palcami klamek w ziemię już tylko wskazują, na dół […]”.
Jego poezja, dotycząca przecież konkretnych miejsc i rzeczy, nadawała opisywanym zdarzeniom wymiar zmysłowo-magiczny, baśniowy. Profesor Wyka wyobraźnię Harasymowicza porównuje do odkrywki geologicznej, w której są duże pokłady fantazjotwórstwa . I w ramach tej odkrywkowej metafory dostrzega podobieństwo między Harasymowiczem a Nikiforem:
„Nie tylko dlatego, że najbliższy sąsiad ojcowizny poetyckiej Harasymowicza. Poprad, zimowe lasy na Jaworzynie Krynickiej, kopułki cerkiewek łemkowskich, drogi zimowe pod sannę podatne – oto elementy wspólne obydwu. Lecz przede wszystkim nieświadome pójście w poprzek wszelkiej tradycji, za głosem własnego urzeczenia” .
Tak poecie, jak i malarzowi, krytycy często zarzucali naiwność, prostotę czy też wręcz prymitywizm. Dla wielu jednak, szczególnie ogromnych rzeszy odbiorców, ten prymitywizm czy też naiwność były zaletą. Gdy patrzymy na obrazy Nikifora i ich podpisy, siłą rzeczy porównujemy to, co widzimy z rzeczywistością. I często nie dostrzegamy żadnego podobieństwa, gdyż artysta fantazjował, dodawał nierealne elementy. W twórczości Harasymowicza wielu krytyków literackich podkreślało nadrealizm, animizację i antropomorfizację przedstawianego świata, sakralizację, baśniowość czy też sielankowość.
Harasymowicz znał malarstwo Nikifora, jak i samego malarza - mają nawet jedno wspólne zdjęcie, na którym poeta ogląda jego prace. O tym, że twórczość Epifaniusza Drowniaka (jak i sam prymitywista) była mu bliska, świadczą wiersze mu poświęcone. Jeden z nich został napisany jeszcze za życia malarza, nazwanego „ruskim słoneczkiem”:
„Kiedyś skończy się barwny ikonostas Nikiforowych dni
Kiedyś zajdzie to ruskie słoneczko za górkę kudłatą
Wejdą do izby dotkną ramienia powiedzą śpi
A jego już na ognistym wozie zawiózł do siebie Pankrator

Ale na razie jeszcze uliczką krynicką idzie Nikifor
Pory roku buszują wśród jego starych szmat
I odpędza kijem od wolności swojej
Jak psa najeżony świat

Na drzewie świata szumiącym
Zawieszono mu budkę zieloną
Tam sobie gniazdko umościł
Ustrojony złotą koroną

I wyciąga stamtąd głowę jak dudek
Patrzy sobie na głupi krynicki ludek
I maluje spokojnie obrazek za obrazkiem
Zasługując na Boga Łemków coraz większą łaskę” .
Z kolei w Tryptyku Nikiforowskim składa hołd zmarłemu malarzowi. To co przed chwilą było teraźniejszością, nagle stało się przeszłością – również „ruskie słoneczko” i malowany przez nie „barwny ikonostas:
II
Skończył się już
barwny ikonostas
nikiforowych dni

Zaszło już
ruskie słoneczko
Za górkę kudłatą

Weszli do izby
dotknęli ramienia
myśleli śpi

A jego już
na ognistym wozie
zawiózł do siebie
Pankratot

Boże Łemków
w kożuchu czerwonym
na dyniach cerkwi złotych

Przyjmij jak umiesz najlepiej
sługę swego Nykyfora
na swym stryszku małym
pełnym drewnianych lichtarzy

Daj mu kat niebieski
w kurzu gdzieś za ikonostasem
daj rajskie kredki
Pięknie Cię prosi
ikonopis Harasym

I psa jak Haukę przygarnij
którą ukamienowali
i dziś niech płynie
między chmurami
jak łania biała

I niech będzie w niebie
Nikifor wesoły i młody
w kwitnącym sadzie
ruskich festynów
bo i tak był na świecie
wesoły pomocnik fryzjera
ale takiego nie znamy

I wielki Pankratorze
chodząc z lichtarzem
w ciemnościach
znajdą nam gdzieś
matkę Nikifora Drowniaka
wesołą i śpiewającą
bo i taka była na świecie
ale takiej nie znamy
I niech chodzą z matką głodni
po niebie”
Wróćmy jednak do Muszyny. W pierwszym tomie Cuda, poświęca jej kilka wierszy m. in.: Księżyc nad Muszyną ;, Jesienne zające, Wzruszenie na wczasach („zielona grzywa lasu/ spada na czoło/ sądeckiej Muszynie” ). Przypomnijmy sobie Muszynę w blask księżyca:
„W Muszynie wokół pian Popradu
ciągła szermierka,
a księżyc przymierza długie obwisłe wąsy/
z gałęzi świerka
Tom ten ukazał się drukiem w 1956 r. Harasymowicz jednak do Muszyny po raz pierwszy przybył wcześniej, jeszcze jako uczeń limanowskiego Liceum Leśnego, które ukończył w 1953 r.  Właśnie w muszyńskim nadleśnictwie odbywał szkolne praktyki. To ze szkoły wyniósł świetną znajomość drzew, kwiatów, ziół. Warto ten fakt podkreślić, gdyż natura, a szczególnie drzewa, są częstym motywem, a nawet bohaterem jego utworów. Wielu w jego umiłowaniu fauny i flory dostrzega znamiona franciszkanizmu. Ja jednak dopatrywałabym się raczej solidnych podstaw wyniesionych z edukacji w limanowskim liceum. Zresztą jedno drugiego nie wyklucza. Pamiętajmy jednak, że autor Zielnika jest wnikliwym obserwatorem i znawcą terenu, po którym się porusza, o którym pisze. Nie spotkamy w jego wierszach drzew, których w Beskidzie Sądeckim nie ma. Wręcz przeciwnie – pełne są one buków i jodeł, a także klonów i modrzewiów. Wielokrotnie akcentuje on relikt z okresu polodowcowego , jakim jest rezerwat lipowy „Obrożyska”. Pojawia się on w kilku jego wierszach, np. Muszyna – rezerwat lipowy : „Lipcowe południe śpi nad rezerwatem jak dziewczyna w wianku z kwiatów, spita miodem,/ wokół kudłate łby gór ponachylane/ są w takiej ciszy, że słychać: trzepocą skrzydłami dwa motyle/ jak białe piłeczki klowna, na przemian podrzucane”, Niedźwiedź : „Skazany na te góry z kilkoma purchawkami cerkwi/ Z rezerwatem lip/ Drzemię w ich zielonych lochach/ Nie przyjmuję radości”. Zresztą w rozmowie z Beatą Salamon-Satałą jego twórczość zostaje porównana do pełnej skrzyni, a sam Harasymowicz dopowiada: „pełna jest lasu, buków, kobiet dawnych i obecnych i oczywiście wolności” . Tę wolność dawały mu góry i lasy. To on przecież podkreślał, że „wszystko, czego się tkniemy, bierze się z natury. Ja jestem tylko listkiem” . On też pięknie napisał credo niejednego przewodnika, miłośnika gór, a przede wszystkim swoje: 
„W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą klony mnie za wnuka

Zawsze kiedy tam wracam
Siedzę na ławce z księżycem
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczym

Ja się tam urodziłem w piśmie
Ja wszystko górom zapisałem czarnym
Ja jeden znam tylko Synaj
Na lasce jałowca wsparty […]” .
Na stronie internetowej Karpacka Mapa Przygody czytamy następujące informacje:
„Wieszcz Muszyny – Jerzy Harasymowicz. […] Nocował w Muzeum Regionalnym PTTK <<Państwa Muszyńskiego>> […]. Po ukończeniu praktyk Harasymowicz spędził w nadpopradzkim miasteczku kilka miesięcy, włócząc się po okolicznych lasach i górach. […] Ukryta w górach mieścina urosła do rangi poetyckiego symbolu. Harasymowicz wracał do niej chętnie – nie tylko fizycznie, ale i w poetyckiej wyobraźni utrwalonej w licznych wierszach. W Muszynie zatrzymywał się na ul. Rolanda, u nieżyjącej dziś mieszkanki miasteczka. Stąd odbywał liczne wędrówki po – jak nazywał region – <<Kraju Łagodności>>” .
Ktokolwiek był w Muzeum Regionalnym, może mieć poważne wątpliwości, czy można tam było mieszkać… Autorom chodziło chyba raczej o budynek nadleśnictwa przy ulicy Kity, wzniesiony na przełomie XVIII i XIX w. na miejscu dworu muszyńskich starostów. Z rozmów z Adamem Ziemianinem, z bibliotekarkami z Biblioteki Publicznej w Muszynie wiem, że krótko (ze względu na głośne pociągi) mieszkał w willi „Józefa” przy ul. Ogrodowej (rodzinny dom Adama Ziemianina), u p. Zofii Orzechowskiej (również przy ul. Ogrodowej), a także przy ul. Lipowej tuż pod Górą Mikową, na której znajduje się rezerwat lipowy – w leśniczówce u państwa Tłumaków.
Swą sympatię do miasteczka nad Popradem Harasymowicz wyraził założeniem grupy poetyckiej „Muszyna”. Należący do niej literaci bywali w Muszynie i spotykali się z publicznością w tamtejszym Klubie „Dookoła Świata”, który mieścił się w kamienicy tuż za kapliczką świętego Floriana. Młodym adeptom poezji okazywał sporo sympatii, czego dowodem są liczne wypowiedzi poetów z grupy poetyckiej „Tylicz” – Adama Ziemianina, Wiesława Kolarza, Andrzeja Warzechy . Wszyscy zgodnie nazywają go Mistrzem, a i on nie szczędzi słów uznania – na pytanie Beaty Salamon-Satały: „Czy któremuś z Pańskich uczniów się powiodło?” odpowiada: „Przychodzi taki czas, że rozpoczyna się wysyp talentów. Zdolni uczniowie oczywiście byli: Wiesiek Kolarz, Józek Baran, Andrzej Warzecha, Adam Ziemianin. Cieszę się z ich sukcesów, choć niektórzy nie potrafili w pełni docenić daru, jaki otrzymali” . Po latach (a dokładnie wiosną 1999 r.) uczniowie spotkali się ze swoim Mistrzem w krakowskiej Jamie Michalika na promocji książki zawierającej wywiady z poetami Wielka inwentaryzacja, autorstwa Beaty Salamon –Satały.
Zainteresowanych wpływem Jerzego Harasymowicza na twórczość młodych poetów z grupy „Tylicz” odsyłam do moich artykułów na ten temat.  Tutaj jednak krótko chciałabym przywołać wspomnienia dwóch z nich – Adama Ziemianina i Wiesława Kolarza.
Adam Ziemianin: „Moim guru i mistrzem był Jerzy Harasymowicz. To on odkrył poetycko moją rodzinną Muszynę. Pięknie pisał o "krainie łagodności". (...) Harasymowicz spędził w Muszynie wiele wakacji. Któregoś dnia odważyłem się podejść i pokazać mu moje wiersze. Okropnie bałem się tego wyroku, ale mój idol, o dziwo, znalazł słowa zachęty. Zaakceptował jeden wiersz, a resztę kazał przemyśleć. Przed nim moje wiersze czytała jedynie matka” .
Wiesław Kolarz: „Byłem przecież prowincjuszem z Nowego Sącza. Nagle zacząłem szukać i dociekać. Trafiłem na Harasymowicza, który był dla mnie po Gałczyńskim drugim objawieniem. Gdy byłem w dziesiątej klasie, uprosiłem mamę, by zechciała przywieźć mi z Krakowa wiersze Harasymowicza. Dostałem wtedy chyba sześć tomików. Ja byłem zachwycony, a moja mama przerażona z powodu ilustracji Daniela Mroza. Były to jakieś surrealistyczne gołe kobitki. Sam do Krakowa przyjechałem w 1963 roku z zamiarem dalszej edukacji. Utkwił mi w pamięci pewien epizod. Przy ul. Gołębiej odbywał się kiermasz, na którym podpisywał książki Jerzy Harasymowicz. Podszedłem do niego po autograf. Z tym trofeum wróciłem do Nowego Sącza i pokazywałem go wszystkim, kto chciał i nie chciał oglądać. Ależ oni mi zazdrościli! (...) Ależ to był mój idol!” .
Może na jednym z takich jak na zdjęciu kiermaszów Kolarzpo raz pierwszy spotkał swojego mistrza?
Pisząc o Muszynie pragnę przywołać jeszcze jeden wiersz, zatytułowany Florian z Muszyny:
„Kazimierz Wielki
zakazawszy purpurowe rękawy
założył tu Muszynę na surowym śniegu

Aha a potem

Potem Jan przyjechał
i napisał fraszkę
do starosty na Muszynie
że się zna
na dobrym winie

No a potem

Potem królowie znikli
i na trochę
Polska nawet
a fraszka została
I takie są
Muszyny dzieje”.
Widzimy w nim inne spojrzenie na sądeckie miasteczko. Pojawia się tu zainteresowanie historią, przeszłymi dziejami. Poeta przywołuje m. in. swego wielkiego poprzednika, Jana Kochanowskiego, który odwiedził starostę muszyńskiego, Kempińskiego. Pojawia się też aluzja do zaborów.
Wspomniałam na początku, że Jerzy Harasymowicz to poeta dwóch kultur – polskiej i ukraińskiej, łemkowskiej. Sam wielokrotnie to podkreślał w wywiadach, ale także w poezji. Przypomnijmy jego wypowiedzi:
„Tzw. <<sprawa ukraińska>> rozbudowała się dla mnie nadmiernie. Dziadek był Rusinem, ale jego syn a mój ojciec był zawodowym polskim przedwojennym oficerem. Ojciec brał udział w obronie Lwowa. Był typowym kresowym patriotą. Babka zaś, która była Niemką, bardzo ciągnęła do Polski, a nie do Rusi. Cerkiew i ikony drażniły ją. Może dlatego, w ramach jakiejś przekory, pisałem dużo o tych ikonach i cerkwiach. […] Kresy to mój teren duchowy, moje polskie dziedzictwo” .
A w Rodowodzie tak mówi o swych korzeniach:
„Po pradziadach mam
Po babce Niemce
trąby skłonności dęte
gramatyczne rymy

Po dziadku Rusinie
ikony w kadzideł dymie
zdolności diaka skryby”.
Andrzej Kaliszewski mówi – i słusznie- o mitologizowaniu osobistej genealogii. 
Tenże Kaliszewski pisze: „Lubi Harasymowicz ukraińskie realia, takie jak kalina, barwinki, bodiaki, kurhany, bandury, trombity, korowaj. Raz po raz przywołuje popularnych ruskich świętych: Mikołaja i Jerzego” .Sama Muszyna przez wieki była zamieszkana prze ludność polską, ale w pozostałych miejscowościach państwa muszyńskiego żywioł łemkowski albo przeważał albo przeplatał się z polskim, jak chociażby w pobliskim Tyliczu. W Muszynie nie było cerkwi, ikon, ale znalazł je Harasymowicz w okolicznych wioskach i upamiętnił w swojej poezji, jak też los wyznawców greko-katolicyzmu. Najbliżej Muszyny jest Złockie, a tam Złockie niebo cerkiewne: „I krążą planety i trwa Łemków niebo/ Mocno tkwią w ziemi cerkiewne korzenie/ Któż zatrzyma w jego jastrzębim locie słońce Łemków […]” . W Złockiem jesiennym pojawia się złocki potok, ale królową jest góra Jaworzyna: „I po niebie Jaworzyna jedzie/ W czerwonym płaszczu wichury/ Tam rodzimy się ludzie-trawki pod śniegiem/ Wracamy tam kruki-duchy” . Kaliszewski widzi w niej ”patronkę cyklicznego odradzania się natury” . Jaworzyna pojawia się też w wierszu Jastrzębik – rzeczywiście z tej wioski widok na tę górę jest wspaniały. Harasymowicz wykazuje się znajomością topografii rejonu, a przy tym dużą malarskością opisu: „ Jastrzębik leży u stóp Jaworzyny, tam gdzie wilki/ Swe trójkątne pyski do góry unoszą niby płoty./ Niżej, z żółtego otwartego strąka wąwozu owce sypią się w dół jak małe fasolki […]” .
Smutek bije z wiersza Na cmentarz łemkowski, o który nie ma kto zadbać po wysiedleniu Łemków:
„Oto cmentarz
zielem zarosły
Oto poręba
po krzyżach zwalonych […]

Oto cmentarze Łemków
W Złockiem
w Szczawniku
w Leluchowie

Oto śpią na podłodze
Dawno już spróchniałej
Bez krzyża nad głową

Fiłypy
Nykyfory
Włodzimierze

Jesień im tylko
ostu zapala
świecę […]” .
Harasymowicza zwykło się uważać za piewcę Łemkowszczyzny. On sam w rozmowie z Beata Satałą powiedział: „W Polsce nikt przede mną nie pisał , że są jacyś Łemkowie” . Jednak z jego widzeniem Łemkowszczyzny polemizuje wielu Łemków, jak chociażby łemkowski poeta mieszkający w Krynicy-Zdroju, Władysław Graban w wierszu Do świętych :
„Na zgliszczach cerkwi
siadł Harasym
drwa zmurszałe bezradnie liczy
Na krzyżu drzemie
cień księżyca
piórami ptaków nastroszony
wiatr nieopatrzny
ślad cyrylicy
pożółkłą smugą znaczy
Z tumanu wieków
święty Roman
pędzi kolejne stado Wołochów

Wczoraj zdmuchnięto
płomień świecy
ostatnią kopułę
zdarto z wieży
a święci daleko”.
W przypisie do wiersza znajdujemy taką informację: „Do świętych - /aluzja do J. Harasymowicza i R. Reinfussa, którzy w tamtym czasie byli <<obowiązującą wyrocznią>> w łemkowskiej problematyce” . W tym kontekście tytuł Do świętych brzmi ironicznie. W Polsce obaj „święci” uważani są za wybitnych twórców i piewców Łemkowszczyzny - Roman Reinfuss w historii i etnografii, a Jerzy Harasymowicz na niwie poezji. Łemkowie zarzucają im jednak, że nic dla nich nie zrobili, nie zareagowali na los, jaki ich spotkał. Mówi o tym ostatnia strofa wiersza Grabana, a szczególnie ostatni wers „a święci [Reinfuss i Harasymowicz] daleko”. Zwracał na ten fakt uwagę również inny łemkowski poeta i działacz, członek Stowarzyszenia Łemków, Petro Murianka (Piotr Trochanowski) podczas spotkania autorskiego z cyklu „Moja Łemkowszczyzna”, odbywającego się w ramach projektu VIA GALICIA, zorganizowanego przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu 17 marca 2011 r.
Nie tylko oni. Z krytyczną recenzją pierwszych tomików Harasymowicza spotykamy się także u sądeckiego etnografa, znawcy tych tematów, Antoniego Kroha. Zwraca on uwagę na fakt, że w twórczości Harasymowicza z lat 50., 60. i 70. Łemkowszczyzna to „kraj nostalgiczny, elegijny: rozsypujące się cerkwie, moknące na deszczu przydrożne figury, zarośnięte cmentarze, butwiejące ikony. I przyroda — witalna, kolorowa, bujna. Tym bardziej kolorowa i bujna, im posępniejsze ślady po człowieku, który stąd odszedł i nigdy nie wróci. Gdzie i dlaczego odszedł, czemu nie wróci, co się z nim teraz dzieje — nie wiadomo. I właściwie nie ma co się nad tym dłużej zatrzymywać. […] Zgruchotano banie cerkiewne czy powalone krzyże pełnią w wierszach Harasymowicza tę samą rolę, co siedemdziesiąt lat przed nim zasuszone róże w imionnikach, anioły śmierci, jesienno liście, „ach”’ z wykrzyknikiem i wielokropkiem itp. Różnica polega właściwie tylko na odmiennej konwencji i sztafażu.”  Zarzuca Kroh autorowi Cudów powierzchowność i „moralny daltonizm”. Dalsze słowa są jeszcze bardzie ostre: „Harasymowicz, aplikujący często i chętnie do swych wierszy symbole chrześcijańskie, traktuje je niczym rekwizyty. A to się mści. Zwroty typu <<święte przemienienie piwa>>, <<Na aniołów przyjmowani są chuligani>>, porównywanie kopuł cerkiewnych do piersi kobiecych to, powiedzmy łagodnie, przejaw dezynwoltury wobec uczuć religijnych innych ludzi. Nie trzeba być człowiekiem wierzącym, wystarczy mieć trochę delikatności i wyobraźni, by zrozumieć, jak może zostać odczytany wiersz, przy¬równujący modlitwę pod przydrożnym krzyżem do aktu erotycznego” . Zapewne wielu z nas przychodzi teraz na myśl biblijna Pieśń nad Pieśniami, w której to mamy do czynienia z alegorycznymi bohaterami – Oblubieńcem i Oblubienicą. W pewnym sensie mogłaby to być obrona artystycznych zamysłów poety. W pewnym sensie, gdyż przyznaję jednak rację Krohowi, że takie powierzchowne traktowanie świętych symboli i „żonglowanie nimi dla robienia nastroju i przydawania malowniczości”  to fatalne błędy moralne i artystyczne. Zainteresowanych odsyłam do wiersza harasymowicza Wiosna ., który tak zbulwersował Antoniego Kroha:
Szczerze mówiąc na artykuł Kroha trafiłam w Internecie przez przypadek, przygotowując referat na międzynarodową konferencję naukową o Jerzym Harasymowiczu . Pewnie jak większość miłośników gór miałam obraz Harasymowicza trochę wyidealizowanego. No cóż, nie od dziś wiadomo, że ideałów przecież nie ma…
Opuszczając najbliższe okolice Muszyny, przywołajmy jeszcze wiersze Wierchomla, Znaki nad domem (Wierchomla), Zapis milicki 1957,Chrzciciel w Zubrzyku, W lesie listopadowym (Złockie), aby dopełnić obraz nazw miejscowych w tym rejonie obecnych w twórczości Harasymowicza.
Drogą biegnącą przez Powroźnik wzdłuż rzeki Muszynki przenieśmy się do drugiego w dawnym w kluczu muszyńskim miasta, Tylicza. Tak się nazywa od 1612 r., a wcześniej funkcjonował jak Miastko czy też Ornawa. I właśnie ta ostatnia nazwa najczęściej pojawia się u autora Wierszy miłosnych i w tymże tomiku. Nadal będziemy obracać się w kręgu kultury łemkowskiej, ikon, cerkwi itp. Pojawi się także historia. Przywołując metaforę Kazimierza Wyki, zobaczymy na mapie liścia pochody konfederatów barskich i ich patronkę, świętą Barbarę.
Nocny przemarsz konfederatów barskich przez Karpaty  ukazuje klęskę oddziałów Pułaskiego. Miały być „zwycięskie i paradne”, a tymczasem „kilka koni/ Trochę wozów polskim słowem/ Parska wolność i coś wiozą/ Ręce zgniłe i koronę/ I potrójnie żegna się Mochnaczka/ Kogo w saniach wiózł Puławka […]” . Konfederaci barscy wtargnęli w „wezbrany kałamarz Harsymowicza” , jak pięknie powiedział profesor Wyka. Osiemnastowieczny biskup krakowski Adam Krasiński był ministrem spraw zagranicznych konfederaci barskiej, a więc konfederaci na terenie państwa muszyńskiego mieli wyjątkowe dobre warunki i uparcie się tych terenów trzymali. Do tej pory pozostało sporo pamiątek po samym Pułaskim, jak i konfederatach, jak chociażby obraz Matki Bożej Pokrow w Bereście (a przeniesiony z Izb, tam teraz jest kopia), obraz świętej Barbary w Tyliczu (według tradycji dar Kazimierza Pułaskiego), ołtarz ze świętą Barbarą w Muszynce (według tradycji ołtarz polowy z pobliskich okopów konfederatów) i wiele innych. Dlatego też właśnie nazwa Ornawa (obecnie Tylicz) pojawi się kilkakrotnie. I jak sama nazwa tomiku mówi – Wiersze miłosne – miłość przeplatać się tu będzie z historią i baśnią.
W wierszu Spotkanie w Krakowie padają bardzo wymowne strofy. Pojawia się gra słów, rzeczywista lub wyimaginowana Barbara zlewa się z tą z tylickiego obrazu. Harasymowicz stosuje tu swego rodzaju lirykę maski, wykorzystując nazwę miejscowości, która właściwie nie jest historycznie udokumentowana:
„A Ty w sukni tak młodej wprost
Zeszłaś z obrazu Barbary – Barbara
Przez słów cwałowałaś napowietrzny most
Ornawa – Kraków – Ornawa

I wreszcie bez czujnej jak ryś cerkwi
Bez serafinów wreszcie jesteśmy sami […]

Nadal stoimy wśród Ornawy osin
I łapcie kwiatków chodzą pomału”
W przedostatniej strofie tego wiersza pojawia się ewidentnie wątek z biografii autora, który wspomina pierwszy przyjazd na te ziemie, jako młody leśnik: „Kiedyś leśnik z listkami na patkach/ Wywiozłem młodość z tamtych lasów/ Ze starości czarna jest krew/ I wrogów mi czyni nie przyjaciół […]” .
W Przyjedzie mój miły znowu pojawia się Ornawa, obraz świętej Barbary jeszcze w cerkwi (obecnie w zabytkowym kościele w Rynku), konfederaci, a także samotna willa „Konfederatka”, według tradycji siedziba konfederatów, a w czasie II wojny światowej melina dla przeprowadzanych przez „zieloną granicę”:
„Tam jest Ornawa tam święta Barbara
Chowa się dotąd w mroku cerkwi
Ciężko ranny obraz przynieśli konfederaci
Na białych noszach widnokręgu

Ten dom samotny to „Konfederatka”
Czarno zapisany uniwersału zagon
Przed domem konnych stała garstka
Tyle jak teraz stoi grabów

I jak rozwichrzone łby sławy
Zbiły się chmury w okopy ciemne
I ukazując mi cienie konfederatów
Jej dłoń po niebie krąży z jastrzębiem” .
Ornawa pojawia się jeszcze w wierszu W górach marzec. Tutaj wyraźnie jest tylko tłem miłosnych wydarzeń:
„I przyjechał – i patrzyli z ikon siłą
I niepotrzebna była słów jemioła
Po pas w śnieg zapadała się miłość
Lud się załamał jak carskie wrota

Kiedy runęli z Ornawy niebem
Jak gór drapieżne ptaki
Walcząc ze sobą w milczeniu
Jak Lachy kiedyś z Hajdamaki […]” .
Wędrujmy dalej po kresie muszyńskim. Z Ornawą/Tyliczem sąsiaduje Mochnaczka Niżna, a zaraz za nią Mochnaczka Wyżna. To również była łemkowska wieś, w której po wysiedleniu Łemków zostało tylko pięć rodzin. To z ta miejscowością związany jest cały cykl numerowanych według przyjazdów i dat erotyków: Mochnaczka przyjazd III październik 77, Mochnaczka przyjazd XXII październik 77 itd. Pojawia się jeszcze Pejzaż z Mochnaczki, a w nim czytamy: „Nad Mochnaczką która spłonęła/ z naszej miłości do reszty/ ten malarz tam posadził/ lekką ręką te wierzby” . Wprawdzie nie wprost, ale jak wiemy, że są dwie Mochnaczki, znajdziemy w wierszu Jakie to przedwiośnie będzie: „ Między cerkwią wyżnią i niżnią/ Pięć lat do mnie jechałeś […]” .
Wróćmy jednak do tytułowych Mochnaczek. Zostawmy tematykę miłosną na boku, a przyjrzyjmy się tym fragmentom, które rzeczywiście mogą wskazywać na tę miejscowość. W przyjeździe III: „i widzę/ w jej oczach odbite/ dwie cerkwie/ pełne łez […]” . W przyjeździe V czytamy: „W tej bibliotece/ para bucha wszędzie jak dymy kadzideł/ Za oknem cerkiew/ jak sowy siedzą ikony/ i każdy Twój uczynek/ szpiegują […]/ Jakże cię pamiętam/ gdy tak siedzisz/ w lodowym tronie […]” . W latach 70. był w Mochnaczce punkt biblioteczny, prawdopodobnie w budynku, w którym obecnie ma swoją siedzibę OSP i z okien widać cerkiew. Budynek nie był ogrzewany, zimą zamarzała woda, a więc bibliotekarka „w sukni z szronu”, „w lodowym tronie” jest jak najbardziej rzeczywista. W przyjeździe II „pilnuje Mochnaczki ten sam archanioł i korony włosów Twoich złotych Barbara […]” . Cerkiew grekokatolicka w Mochnaczce Niżnej była pod wezwaniem Michała Archanioła. W przyjeździe XIV znowu pojawiają się cerkiew i biblioteka: „Nazwałem kozacką stanicą/ tę bibliotekę twoją/ tę cerkiew/ z archaniołów konnicą/ dudniącą podłogą […]” .
Z Mochnaczki Wyżnej możemy się udać do Berestu przez Krzyżówkę albo na skróty przez Piorunkę – i tą właśnie drogą podążymy. Nazwa Piorunka pojawia się w wierszu Zima:
„Gór przestrzeń czarnowłosa
Przysiadłem bokiem na sanie krajobrazu jaka zima

Nad Piorunką grzmi cisza

W nocy wierzę we wszystkie gwiazdy
w dzień zimowe lustro poematu
zachodzi czystymi słowami

Pożądanie przestrzeni jak kobiety” .
Naszą wędrówkę drogami i bezdrożami północnej części państwa biskupiego zakończymy w Bereście, a tam przywita nas Na prawach gościa Ruska Madonna Berestu . Przyjechała w gości z Izb i tak już została. Według tradycji modlił się do niej Kazimierz Pułaski. W jednej ze strof zwraca się do niej podmiot liryczny wiersza, wyznając: „Ruska Madonno Berestu/ Nad dzieciństwem moim mieszkasz/ Na Twym koniu malowane/ są rodzime dzieje nasze […]” .
Nasza podróż z Jerzym Harasymowiczem zbliża się do końca. Pożegnam się z Państwem Jesienną drogą do Leluchowa . Moją ulubioną – dosłownie, na wycieczkę rowerową albo zawodowo, autokarową, ale także poetycko. Polecam ją także w wykonaniu artystów piosenki poetyckiej (Stare Dobre Małżeństwo, Elżbieta Adamiak, Dom o Zielonych Progach), którzy twórczość Księcia Kraju Łagodności wyjątkowo sobie upodobali.
„Droga przez sam środek jesieni
Pod liści złoty tunelem
Dopala się wzgórze nad Popradem
Pachnie polskim zasuszonym zielem
[…]
Snuję sie na drodze do Leluchowa
Poezji Lelum-Polelum
Słonecznik zza chmur się wychyla
Dzień dobry ci mój przyjacielu […]”.

***
Jerzy Harasymowicz urodził się 24 lipca 1933 r. w Puławach, a zmarł 21 sierpnia 1999 r. w Krakowie. Gdyby żył, w 2013 r. skończyłby równe 80 lat. Właśnie z okazji tej okrągłej rocznicy została zorganizowana Międzynarodowa Konferencja Naukowa Jerzy Harasymowicz – poeta Krakowa, Bieszczad i Sądecczyzny, na której Polacy, Słowacy, Ukraińcy i Austriacy zaprezentowali dorobek i życie znanego i lubianego twórcy. Wygłaszanym referatom i dyskusjom przysłuchiwała się żona poety, pani Maria Harasymowicz. W pierwszym dniu uczestnicy konferencji złożyli kwiaty na Cmentarzu Salwatorskim pod tablicą upamiętniającą poetę (prochy jego – zgodnie z wolą autora – rozsypano w Bieszczadach) oraz na grobie jego mecenasa i przyjaciela, prof. Kazimierza Wyki. Wojewódzka Biblioteka Publiczna zorganizowała także wystawę Targany wiatrem. Jerzy Harasymowicz, której kuratorką była pani Katarzyna Grzesiak (po raz pierwszy wystawę tę zorganizowano w 2006 r.). Jako plon dwudniowych obrad ukazała się publikacja pt. Jerzy Harasymowicz – poeta Krakowa, Bieszczad i Sądecczyzny.
W 2015 roku dzięki Bibliotece Publicznej w Krynicy-Zdroju i Muzeum Nikifora (będzie ono świętowało 20-lecie istnienia) z wystawą i twórczością poety spotkamy się w Krynicy-Zdroju.
Zainteresowanych karpacką twórczością „wieszcza Muszyny” zachęcam do nabycia tomiku poezji Wszystkie wiersze są w bukach…, wydanego nakładem wydawnictwa Ruthenus. Jego uroczysta promocja odbyła się 26 marca 2014 r. w ramach cyklu „środy literackie”w krośnieńskiej Bibliotece Publicznej, wpisując się w cykl wydarzeń na Podkarpaciu związanych z 90-leciem Lasów Państwowych.

Mofeta Tylicz

Można w tym wypadku mówić o ciekawej osobliwości przyrodniczej - w Tyliczu została odkryta największa mofeta w Karpatach. W związku z prowadzonymi pracami nad zagospodarowaniem "Mofety Tylicz" znajdującej się w osadzie turystycznej

Muzeum Dziejów Tylicza

W muzeum znajduje się mnóstwo ciekawych eksponatów historycznych związanych lub powiązanych z Tyliczem, z jego mieszkańcami, z dawnym rzemiosłem i cechami Tylicza, są też stare zdjęcia, stroje, instrumenty muzyczne i co najważniejsze stare dokumenty upamiętniające 650-cio letnią historie Tylicza i jego mieszkańców.

 

Szlak Konfederatów Barskich

Zapraszamy Państwa do wspaniałej podróży w czasy Konfederacji Barskiej. Wędrując po malowniczej Gminie Krynicy - Zdroju, napotkacie tablice upamiętniające wydarzenia, które miały tu miejsce.

 

Copyright © 2017 - Odkryj Tylicz
CMS SIRADJE
Korzystając z tej strony, musisz zaakceptować korzystanie z plików cookie do analizy, dostosowanych treści i reklam.  Akceptuj