Grupa literacka "Tylicz"

Barbara Bałuc
Oni wracają tu co roku...
O grupie literackiej "Tylicz" i Sądecczyźnie


Moja przygoda z "Tyliczem"

Pierwszy raz o grupie literackiej "Tylicz" usłyszałam jakieś 10 lat temu na studiach polonistycznych w Krakowie. Koleżanka wróciła z uczelni i oznajmiła mi, że prof. Stanisław Burkot na wykładzie o literaturze współczesnej wspomniał o tejże grupie. Jako rodowita tyliczanka byłam mile zaskoczona tą informacją i postanowiłam zgłębić temat. Wspomniany prof. Burkot odesłał mnie do publikacji Ewy Głębickiej.  Hasło z leksykonu o grupie "Tylicz" stało się punktem wyjścia do dalszych poszukiwań. Artykuły prasowe, książki, strony internetowe, aż w końcu spotkania z poetami - najpierw z Ziemianinem a potem Torbusem.
Adama Ziemianina poznałam osobiście w lipcu 2007 roku przy okazji Spotkania Przyjaciół "Almanachu Muszyny" w ogrodach "Wandy".  Wtedy miały miejsce pierwsze "nocne Polaków rozmowy" o "Tyliczu", a także o krynickim ogólniaku, który obydwoje ukończyliśmy (a szczególnie o grożących zawaleniem balkonach, na które już za jego czasów był zakaz wstępu). To on powiedział mi, że przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie mogę skontaktować sie z Andrzejem K. Torbusem. Najpierw był kontakt telefoniczny, potem listowny, aż w końcu spotkaliśmy się w październiku 2010 roku w Starym Sączu podczas XX Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej.
Grupa poetycka "Tylicz" oficjalnie nie istnieje od wielu lat, ale należący do niej poeci odwiedzają Sądecczyznę, piszą o niej wiersze i w ten sposób promują tę naszą "małą ojczyznę". Tradycje wyniesione z domu rodzinnego, piękno górskiego krajobrazu i tzw. prowincja nadal są im bliskie - dlatego warto przypomnieć ich sądeckie wątki.

Listopadowe spotkanie prowincjuszy z Harasymowiczem w tle

W pewien listopadowy wieczór ja, Jerzy Gizella i Andrzej Warzecha spotkaliśmy się w Klubie Plastyka przy ul Łobzowskiej. Był 1969 r. Naprzeciwko, pod "Kaśką Kariadytą" mieszkał wówczas - już wcześniej przez nas odwiedzany - Jerzy Harasymowicz. Były różne propozycje nazwy grupy: "Strych", "Peleryna", "Mansarda". Przekonał nas do "Tylicza" J. Gizella, tłumacząc, że do tego miejsca pasuje poetyka naszej twórczości. Do grupy dołączył Franek Brataniec. Pierwsze spotkanie grupy - wtedy poznaliśmy Wieśka Kolarza - miało miejsce na początku stycznia 1970 r. w Klubie "Słowianki" - róg Krupniczej i Alei Mickiewicza - "Collegium Paderevianum".

Tak w wielkim skrócie przedstawił mi w liście genezę grupy Andrzej K. Torbus. Brataniec szybko rozstał się z grupą (wiosną albo jesienią 1970 r.), a jego miejsce zajął - za namową Jerzego Harasymowicza - Adam Ziemianin. Przybył do niej w październiku 1970 r. Często mylnie łączono z grupą Józefa Barana, a nawet Henryka Cyganika. Baran wielokrotnie tę informację prostował - chociażby w odpowiedzi na ankietę biograficzną z czerwca 1981 r.:

Często pojawia się moje nazwisko przy okazji pisania o grupie "Tylicz". Otóż z niektórymi poetami z tej nieistniejącej już grupy (...) po prostu przyjaźniłem się [szczególnie z Adamem Ziemianinem - przyp. autorki], ich poetyka była mi bliska, toteż czasami występowałem z nimi na spotkaniach autorskich (...). Formalnie jednak nigdy do tej grupy nie należałem. (...) Zależy mi na tym wyjaśnieniu, bo w różnych recenzjach czy omówieniach, różni ludzie popełniali błędy, uważając mnie za tyliczanina".

W jednodniówce "Znaki wyobraźni", podarowanej mi przez Torbusa, na stronie 3. została przywołana Krótka Kronika Grupy "Tylicz" 1969-1974 , a w niej informacja, że w 1972 r. do grupy dołączył Marian Czepiec. Według informacji zdobytych przez Głębicką był on raczej sympatykiem grupy tak jak Baran, a sam Czepiec określił swe związki z "Tyliczem" jako "nieformalną przynależność".
Jest jeszcze jedno nazwisko poniekąd związane z "Tyliczem". Piszę "poniekąd", ponieważ nie jest wymieniane w żadnych artykułach o grupie, nie słyszałam o nim od Torbusa ani Ziemianina (będę miała okazję dopytać o nie na lipcowym spotkaniu Przyjaciół "Almanachu Muszyny"). Mam na myśli Jerzego Chłodnickiego. Jego wypowiedź zatytułowaną Dlaczego nie zostałem członkiem grupy "Tylicz"? znalazłam w Internecie:

Nie zostałem, bo wcześniej wyjechałem. I pewnie z podobnego powodu w publikacji pt. „Tylicz” wydanej staraniem ZW ZMW w Krakowie i „Głosu Młodzieży Wiejskiej” z okazji Ogólnopolskiego Seminarium KKMP na temat „Industrializacja wyobraźni” z datą 14-15 października 1972 roku nie pomieszczono tekstów Józka Barana. Chociaż Piotr Kuncewicz uważa, że proweniencja jego utworów jest autentyczna, muszyńska, tylicka, mimo, że to się parokrotnie i z biegiem lat zmieniało.
Według wspomnianej publikacji Grupa Tylicz to Jerzy Gizella, Wiesław Kolarz, Andrzej Krzysztof Torbus, Andrzej Warzecha i Adam Ziemianin. Wszyscy ci autorzy złożyli mi na swej publikacji ciepłe dedykacje. Ten szary papier pakowy nadal tkwi na mojej półce bibliotecznej i bywa, że zastanawiam się, jak to się stało, że z Grupą Tylicz nie mam udokumentowanych publikacji, chociaż mnie krytycy czasem z nią kojarzyli. (...)
Faktem jest, że gdy w 1973 roku trafiłem do kadry zgrupowania obozu ZMW dla młodzieży artystycznej w Myślcu koło Starego Sącza – cała „banda” Tyliczan obstąpiła mnie, jak pożądanego gościa. Było tam co najmniej dziesięć grup zainteresowań. Byli młodzi poeci, byli plastycy, twórcy ludowi, zespoły folklorystyczne, animatorzy działalności klubowej, organizatorzy dyskotek, młodzi piosenkarze, kabareciarze, dziennikarze, radiowcy i im podobny twórczy narybek. Miałem opiekować się grupą działaczy wiejskich klubów kultury. Poeci byli elitą już z innym statusem. (...)
Teraz, ilekroć w świąteczny czas trafiam w rodzinne strony – kupuję dzienniki, a w nich... wiersze Józka Barana. Jest mi ciepło na sercu, bo stylistyka jego świąt w wierszach jest bardzo moja. Tylicka. A nie zostałem jednym z Tyliczan bo... wyjechałem. Mentalnie jednak jestem z nim!

Grupa nigdy nie sformułowała programu poetyckiego - fakt ten i poezja codzienności pozwala kojarzyć ich ze skamandrytami. Nigdy też formalnie nie została rozwiązana, a jej członkowie nie są zgodni co do daty zakończenia wspólnej działalności. Gizella, Torbus i Ziemianin podają rok 1974, a Warzecha waha się między 1977 a 1978. 
We wspomnianej już jednodniówce "Znaki wyobraźni", w tekście Zamiast manifestu, Andrzej K. Torbus interesująco przedstawia grupę (tekst przywołuję w całości):

Zamiast manifestu
Uważaliśmy i nadal uważamy za zbędne formułowanie jakiegokolwiek programu czy manifestu. W naszym mniemaniu rolę tę mają spełnić nasze utwory. Nie uważamy się też za grupę regionalną. Przypisanie regionowi, całkowicie zresztą świadome, pełni w naszych zamierzeniach twórczych zupełnie inną rolę.
Nie silimy się również na awangardyzm za wszelką cenę. Piszemy o tym, o czym każdy z nas uważa za słuszne, warte i godne opisania.

W 1972 r. ukazał się wspomniany w wypowiedzi Chłodnickiego almanach grupy , wydany nakładem Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej i redakcji „Głosu Młodzieży”, z okazji Ogólnopolskiego Seminarium Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy - "Industrializacja wyobraźni". W przedmowie do almanachu „Tylicz”, Jacek Kajtoch napisał m.in.:

Nie unikają problematyki politycznej, ani zagadnień uniwersalnych. Chcą tylko mówić o tych sprawach w kontekstach najbliższych: krajobrazu, społeczności regionalnej, mieszkańców prowincji [...] nie ulega wątpliwości, że ich twórczość ewoluuje w różnych kierunkach. Jest to widoczne przede wszystkim u Wiesława Kolarza i Andrzeja Warzechy, którzy coraz bardziej angażują się w pi bierny społeczne naszego czasu.

Warto jeszcze przywołać ciekawe informacje na temat grupy, a przede wszystkim autoportrety poetów umieszczone w Krótkiej kronice grupy "Tylicz":

MECENASOWALI DUCHOWO
1967 - 1971 - Stanisław Stanuch
1971 - ? - Jacek Kajtoch

PROTEKTORAT FINANSOWY SPRAWOWAŁ
1969 - 1973 - Zygmunt Kuś, b. gł. księgowy b. Zarządu Wojewódzkiego ZMW

ZAWSZE BYLI ŻYCZLIWI
Jerzy Harasymowicz
Tadeusz Nowak

AUTOPORTRETY
Jerzy Gizella - korektor przedpołudniowy
Józef Baran - nauczyciel z "Brodą"
Adam Ziemianin - wietrzny student
Andrzej K. Torbus - dedyktyw (prywatny)
Wiesław Kolarz - cyklistyczny reporter
Marian Czepiec - autentyczny kierownik
Andrzej Warzecha - bakałarz budowlany.

Z Harasymowiczem w tle... Ten niezwykły poeta, debiutujący w 1956 roku, twórca grup poetyckich "Muszyna" i "Barbarus", piewca gór i łemkowszczyzny, odegrał bardzo ważną rolę w życiu "tyliczan". Oddaję im głos w tej sprawie.

Adam Ziemianin: Moim guru i mistrzem był Jerzy Harasymowicz. To on odkrył poetycko moją rodzinną Muszynę. Pięknie pisał o "krainie łagodności". (...) Harasymowicz spędził w Muszynie wiele wakacji. Któregoś dnia odważyłem się podejść i pokazać mu moje wiersze. Okropnie bałem się tego wyroku, ale mój idol, o dziwo, znalazł słowa zachęty. Zaakceptował jeden wiersz, a resztę kazał przemyśleć. Przed nim moje wiersze czytała jedynie matka. (...) Tak wiele zawdzięczam Harasymowiczowi, który zechciał pochylić się nad nieopierzonym poetą. Później musiałem pójść swoimi ścieżkami. Uczeń nie może ciągle wampirować na swym mistrzu.

Andrzej Warzecha: Ja w zasadzie ciągle jestem z tą grupą "Tylicz". Może nawet teraz bardziej czuję się związany z moimi kolegami? Przecież ja ciągle jestem prowincjuszem. Stąd ta duchowa więź. Dlatego też bardzo sobie cenię Jerzego Harasymowicza, który był takim naszym duchowym patronem. Może jestem już bardzo daleko od niego, pewnie na jakimś innym biegunie, choć nie do końca. Z bieguna do bieguna, wbrew pozorom, jest już bardzo blisko.

Wiesław T. Kolarz: Byłem przecież prowincjuszem z Nowego Sącza. Nagle zacząłem szukać i dociekać. Trafiłem na Harasymowicza, który był dla mnie po Gałczyńskim drugim objawieniem. Gdy byłem w dziesiątej klasie, uprosiłem mamę, by zechciała przywieźć mi z Krakowa wiersze Harasymowicza. Dostałem wtedy chyba sześć tomików. Ja byłem zachwycony, a moja mama przerażona z powodu ilustracji Daniela Mroza. Były to jakieś surrealistyczne gołe kobitki. Sam do Krakowa przyjechałem w 1963 roku z zamiarem dalszej edukacji. Utkwił mi w pamięci pewien epizod. Przy ul. Gołębiej odbywał się kiermasz, na którym podpisywał książki Jerzy Harasymowicz. Podszedłem do niego po autograf. Z tym trofeum wróciłem do Nowego Sącza i pokazywałem go wszystkim, kto chciał i nie chciał oglądać. Ależ oni mi zazdrościli! (...) Ależ to był mój idol! [Harasymowicz] Trafiłem w końcu do niego na Łobzowską 12. Ten adres znało wielu początkujących poetów. To była cudowna nauka i święto zarazem. Harasymowicz brał po kolei moje wypociny i wyrzucał do kosza. Na koniec zostawiał jeden wiersz i doradzał dalszą nad nim pracę. Na tym uczyłem się mojej "dorosłej" poezji. (...) Harasymowicz nauczył mnie, że poezja ma wyjść ze mnie i z moich emocji. To było pewnego rodzaju objawienie.

A jak widział swych uczniów mistrz?

Przychodzi taki czas, że rozpoczyna się wysyp talentów. Zdolni uczniowie oczywiście byli: Wiesiek Kolarz, Józek Baran, Andrzej Warzecha, Adam Ziemianin. Cieszę się z ich sukcesów, choć niektórzy nie potrafili w pełni cenić daru jaki otrzymali - wyznaje piewca "krainy łagodności" w rozmowie z Beatą Salamon - Satałą. 

Takie słowa w ustach guru, musiały cieszyć "tyliczan".

Ślady "Tylicza" w Nowym Sączu i na Sądecczyźnie. Poezja codzienności i gór

W Nowym Sączu urodzili się i mieszkali - zanim nie wyfrunęli na studia do Krakowa - Wiesław Kolarz i Andrzej Warzecha. Ojciec Kolarza był inżynierem technologiem drewna, a więc syn od najwcześniejszych lat miał poprzez zajęcia ojca i jego życiowe pasje bliski kontakt z górami pełnymi lasów, będącymi naturalnym bogactwem Sądecczyzny:

Obaj kochali góry, umieli je podziwiać i docenić ich urodę i tajemnice, ale dla Wiesława były trudno dostępne wskutek przebytej w wieku 4 lat choroby Heine-Medina. Z konieczności więc owe kontakty z górami i przyrodą musiały być mniej forsowne i bardziej doraźne, ale skalą wrażeń i przeżyć nie mniej intensywne. W umyśle chłopca góry tworzyły już od wczesnego dzieciństwa obszary spotęgowanego piękna, jakieś wyspy szczęśliwe, rejony od innych odmienne nie tylko swoim niepowtarzalnym krajobrazem, ale także mentalnością mieszkańców gór, wychowanych w miłości do tej ziemi.

Swemu rodzinnemu miastu, Beskidowi Sądeckiemu i małym prowincjonalnym miasteczkom poświęcił wiele utworów - dość przywołać znaczące tytuły: Cafe "Imperial", Sądeckie ulice, Prowincja, Malarz Nikifor, Prorok z Łabowej, Wiosna nad Dunajcem. W wierszach bez tytułu wspomina spotkania w Myślcu nad Popradem, Parchowatkę, Piwniczną i Stary Sącz z klaryskami w tle.
Kiedy idziemy dzisiejszą ul. Jagiellońską w stronę Rynku, po lewej stronie mijamy restaurację "Imperial". Kolarz jeden ze swoich tomików zatytułował właśnie Cafe Imperial - znajdziemy w nim poetyckie wspomnienia spotkań w tej kawiarni, ale także sądeckich ulic, beskidzkich szczytów i krajobrazów.

W Nowym Sączu nikt nie chce
słuchać starych legend
(...)

Z "Imperialu" gwar słychać
dźwięczą filiżanki
Adam truje o truciu
Andrzej wrzeszczy
(...)

Sny strzępią się po nocach
czas gubi się w latach
Jagiellońska nie taka
i Sącz już nie taki
A my jak rozsypane
po bezdrożach pióra
Ciągle nocą wracamy
do swojej Itaki
                         ("Imperial")

"Imperial" wspomina również Andrzej Warzecha:

W tym moim Nowym Sączu, który był miasteczkiem powiatowym, ale klasy "A", było ciekawe środowisko. (...) W Sączu w zasadzie, ze względu na ciasnotę, nie było miejsca dla wielu indywidualności. Była jedna kawiarnia "Imperial", gdzie schodziliśmy się wszyscy, może jeszcze teatr "Akapit". 

W "Imperialu" można dzisiaj zamówić pizzę, a za czasów Kolarza i Warzechy było to ważne miejsce spotkań ludzi kultury.
Wiesław Kolarz urodził się w centrum miasta, w starej, pożydowskiej kamienicy przy ul ks. Piotra Skargi 5 - fakt ten upamiętnił w jednym ze swoich wierszy.

Urodziłem się
w pożydowskim domu
Ich wygnano
użyźnili
ogródki działkowe
rozpłomienili niebo
pokątnie pozostawili
po sobie
ślady

Naprzeciw moich okien był klasztor
U stóp mojego dzieciństwa
było Getto
(...)
                       [Urodziłem się...]

Również w Nowym Sączu uczęszczał do cieszącego się do tej pory znakomitą renomą I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza. Jego polonistką była Zofia Oleksówna - to ona skierowała utalentowanego ucznia do Teatru Poezji.
Całą swoją twórczością udowodnił, że nigdy nie zapomniał o korzeniach. Wielokrotnie podkreślał swój sądecki rodowód - jak chociażby w rozmowie z Beatą Salamon:

Nigdy nie mogłem zapomnieć o moich korzeniach. (...) Człowiek piszący powinien pamiętać o miejscu, z którego wyszedł. Nie wolno zacierać śladów. Jestem krakusem z wyboru, ale w sercu jestem sądeczaninem, a z rodzinnej tradycji... trudno powiedzieć. Uznaję się za drobnomieszczanina, i to jest również wartość, z której powstawała moja poezja.

Jak sam wyznał, ciągle czuł sie w tym wymarzonym Krakowie "przybyszem z prowincji", ale nie dlatego, że nie umiał się odnaleźć w wielkim mieście, tylko wszystkim chciał opowiedzieć skąd przybył. Nic dziwnego, że zachwycają go małe prowincjonalne miasteczka - nie tylko na Sądecczyźnie.

Lubię małe miasteczka
te ezoteryczne rynki
(...) lubię je w Grybowie i Jordanowie
Lanckoronie i Kalwarii
Krościenku i Tymbarku
(...)
                        (Prowincja)

Mimo iż ze względów zdrowotnych nie mógł odbywać wędrówek pieszych po ukochanych Beskidach, to jednak wbrew zakazom lekarzy przemierzał beskidzkie szlaki. Wspomina to jego przyjaciel, Henryk Cyganik:

Musiał się pożegnać z wędrówkami po ukochanych górach, ale bywał tak uparty, że w moim towarzystwie w latach 80. wychodził na Parchowatkę dwukrotnie - raz z Łabowej przez Łabowską, drugi - z Łomnicy przez Łysinki po kopnym śniegu. Tę miłość do gór rekompensował sobie ich wszechobecnością w jego wierszach, miłością do góralszczyzny i namiętnym śpiewaniem góralskich przyśpiewek. Znał ich ogrom - od Lachów Sądeckich po Beskid Śląski. Śpiewał znakomicie, miał dobry słuch, grał na pianinie.

Warto tutaj wspomnieć o fakcie, o którym być może nie wszyscy wiedzą. Otóż po śmierci, która nastąpiła 22 listopada 2001 r., zgodnie z jego wolą skremowane szczątki pochowano w Krakowie na Cmentarzu Batowickim, ale ich część została rozsypana w Dolinie Roztoki w Rytrze, u stóp jego ukochanej Radziejowej.  Tym sposobem na zawsze pozostał w górach i jest z nami ilekroć tamtędy wędrujemy.
Miłośnikom gór na pewno przychodzą teraz na myśl Bieszczady i Harasymowicz. Jego prochy przecież rozsypano nad bieszczadzkimi połoninami, a symboliczny grób stanowi pomnik w kształcie bramy na Przełęczy Wyżnej. Nie mogę sobie odmówić przyjemności ponownego oddania głosu mistrzowi Jerzemu:

(...) nie bardzo widzę siebie w grobie. Chciałbym być spopielony. Nie chcę gnić latami, leżąc między setkami kościotrupów. To bez sensu. Ważne jest przecież nie truchło, lecz dorobek człowieka. Zostaje sad, który ktoś zasadził lub wybudowany dom. Każdy zostawia coś na swoją miarę. Mówię oczywiście o rzeczach dobrych, które służą innym ludziom.  I dodaje: Drzewo się z wiosną odrodzi, a martwy człowiek posłuży mu za odżywkę. Dlatego marzę o tym, żeby moje prochy były rozsypane. 

Widocznie Wiesław Kolarz również nie chciał gnić latami między innymi kościotrupami... Zresztą ludzie gór tak mają - nawet po śmierci chcą być blisko nich. Blisko gór - nie kościotrupów.
Wróćmy do prowincjusza przywiązanego do rodzinnych stron - jest nim również prawie mój krajan, Adam Ziemianin.

W sercu na zawsze pozostanę prowincjuszem i dzięki temu moja wrażliwość jest skondensowana. (...) szkoda, ze nie jestem tak do końca Ziemianinem z Muszyny. stoję okrakiem pomiędzy Krakowem a Muszyną. Ja, jako Ziemianin, chciałbym być wreszcie uziemiony. (...) Zawieszony w powietrzu lepiej widzę, co dzieje się na dole. Niezłą optykę miałem także w Muszynie. Na małomiasteczkowym podeście lepiej widać to wszystko co ważne. Nie mogę jednak udawać, że nie czuje się związany z Krakowem. To rozdarcie sprzyja jednak twórczości.

Wychował się w Muszynie przy ulicy Ogrodowej 56, którą upamiętnił na kartach tomiku Ulica Ogrodowa. Dom już nie zielony, ale nadal stoi, a poeta zatrzymuje się w nim, gdy tylko jest w rodzinnej miejscowości.

Coraz dalej mi do domu
Wszystkie klucze pogubione
Dom za rzeką już się rozmył
Dom zielony z Ogrodowej

A przecież tam wszystko zostało
Zegarek ojca obrączka po matce
Srebrna dziesiątka z Piłsudskim
Po babci Annie złoty naparstek

I te spotkania pod balkonem
Kiedy dzikie wino uderzało do głowy
Gdy przychodziłaś taka piękna
Krokiem z lekka majowym

I odkrywaliśmy mowę piwonii
Kwiecistą mowę i bujną
Jan Sopel grał na harmonii
Znaną melodię upojną

"Ta ostatnia niedziela
Jutro się rozstaniemy..."
Skąd Jan harmonista wiedział
Że nie będzie już takiej niedzieli
                                                     (Zielony dom)

Zresztą tematom muszyńskim poświęcił całe tomiki poezji, a ostatnio nawet tomik prozy - Chory na studnię. Szczególnie ważne w poruszonej przeze mnie tematyce "regionalnej" zdają się być zbiory: Wypogadza się nad naszym domem, Ulica Ogrodowa, Makatki, List do zielonej ścieżki. On sam zapewne lubi tomik Nosi mnie. Nie ma spotkania autorskiego, na którym nie przeczytałby wiersza o tym samym tytule. Bardzo dobrze charakteryzuje on naturę poety, którego wiecznie gdzieś nosi, chociaż ostatnio - ze względu na zdrowie i wiek - coraz mniej.

Nosi mnie, wodzi mnie
Na pokuszenie mnie nosi
Po ogródku wodzi mnie, po lesie i po asfalcie
W środę, piątek i niedzielę
Nawet wcale nie wiem, po jaką cholerę
Nosi mnie i wodzi mnie na pokuszenie
A może to tylko pospolite ruszenie?
Zbieram kaczeńce i półszlachetne kamienie
Ale dalej mnie nosi
Rzucam się, miotam się
I tak mnie wodzi że idę przed siebie
(...)
Słońce po bożemu wstaje a ziemia dziwna mi jest
Bo mnie nosi i wodzi koło kiosku "Ruchu"
Przy telewizorze, o Boże,
A nawet przy stole też mnie nosi
I wodzi
W radiu coś mówią, że mnie nosi i wodzi
W telewizji nawet mówią i pokazują więc tęskno mi
Bo mnie nosi i wodzi
Na zatracenie i na pokuszenie
Po całym domu i po strychu też mnie nosi...
Tylko czekać jak mnie rozniesie.
                                              (Nosi mnie)

Serce i dusza by chciały, nogi się rwą, tylko zdrowie już nie to... Tym sposobem ukochane przez wszystkich "tyliczan" góry Ziemianin zdobywa... lornetką. A co!

Do gór mi dalej i wyżej
Już muszę się liczyć
Z nieobliczalnym sercem
I przykrótkim oddechem
Więc zatrzymuję się tam
Gdzie kiedyś
Nie było to do pomyślenia

Miejsce odpoczynku
Choć przymusowe
Również ukazuje swą urodę
Nim serce uspokoisz
Dojrzą cię leśne poziomki
I słodko spojrzą ci w oczy
(...)

Do gór mi coraz wyżej i dalej
Żeby je przybliżyć
Lornetką skubię okolice
Jak koza trawę
                               (Coraz dalej i wyżej)

Myślę, że twórczość Ziemianina jest najlepiej czytelnikom znana. Na pewno duża w tym zasługa zespołów, z którymi współpracował - Stare Dobre Małżeństwo, Wolna Grupa Bukowina. Wystarczy spojrzeć na tytuły jego wierszy, aby dostrzec jak bardzo kocha swoją "małą ojczyznę": Gorączka w Muszynie, Muszyna - blues, Wiosna pod Żegiestowem, Przy ognisku nad Szczawniczkiem, Krynica Zdrój, Leluchów, Nikifor, Kocie łby, Kino objazdowe w Złockiem.
Ja mam osobisty sentyment do Zmartwienia - pewnie dlatego, że mój dziadek był kowalem i terminował u mistrza Portha w Muszynie.

Siwieje kowal
czapkę jeszcze mocniej
wciąga na uszy
bo koni coraz mniej
uciekają za rzekę
z nowiutkimi podkowami
rzadko który wróci

A tu dwóch uczniów w terminie
wesołych chłopaków z Tylicza
kują obręcze na wozy
miech rozdmuchali żelazo grzeją
potem białe wkładają do wody
hartują młotkiem uderzą
zaiskrzy znów przypieką
i oto przednie podkowy

Martwi się stary kowal
bo jak im tu powiedzieć
że został tylko
ślepy koń od karawanu

Na koncertach Starego Dobrego Małżeństwa zapowiadano go: "poeta z Galicji". I tę swojską, małomiasteczkową Galicję cały czas sławi pięknymi strofami.

jeszcze
przyjeżdżam czasem
do miasteczka - naparstka Galicji
mało kto mnie poznaje
już nie jestem ich

Te ostatnie słowa to kokieteria - w Muszynie wszyscy Ziemianina znają i jak najbardziej nadal jest ich. I nasz!
Stanisław Dziedzic w artykule o autorze Ulicy Ogrodowej podkreśla ważną dla niego i wszystkich "tyliczan" cechę:

Rodzinna miejscowość i jej okolice, czy szerzej pojęta prowincja nie były przy tym dla Ziemianina i pozostałych "Tyliczan" barwną, słodką folklorystyczną mozaiką, co raczej poetyckim zapisem ich emocjonalnych związków ze swymi małymi ojczyznami, z codziennymi  sprawami ludzi, z osobami, które te strony opuściły.

Ostatnio bywa przelotnie w Muszynie. Fakt ten uwiecznił w wierszu - jeszcze nie publikowanym - i podzielił się nim podczas październikowego spotkania z młodzieżą ZSP im. Jana Pawła II w Krynicy - Zdroju.

Rozmowa się nie klei
Bo czwarta nad ranem
Drzewa w opatrunkach
Z wapiennym bandażem

I jest jak w szpitalu
O zacięciu wojskowym
Gubią się naszych wypraw
Szlachetne podkowy

Śliwowica krew z nosa
Jak pestka w herbacie
Na końcu Ogrodowej
Ktoś trzyma wiatraczek

Ręce w rozpaczy rozrzucone
Jak w drodze krzyżowej
I gdzieś tam się idzie
Bo jeszcze nie koniec
                                 (Przelotnie w Muszynie )

Przyjrzyjmy się teraz kolejnemu reprezentantowi grupy "Tylicz" - Andrzejowi K. Torbusowi. Tadeusz Skoczek we wstępie do jego tomiku przytacza opinie krytyków o poecie:

„Myślę, że Wyspiańskiemu podobałyby się te strofy” – powiedział o wierszach Andrzeja Krzysztofa Torbusa najbardziej wnikliwy i przenikliwy obserwator polskiej kulturowej i literackiej współczesności – Piotr Kuncewicz. Ten dość ryzykowny sąd, szczególnie w Krakowie, znajdzie jednak swe potwierdzenie przy uważnej lekturze. (...) Antoni Potoczek, znany krakowski gawędziarz o homeryckiej niemal sławie (...) nazywa A.K. Torbusa najlepszym poetą swojej młodości, najwybitniejszym twórcą poetyckiej grupy „Tylicz”.

Są to opinie bardzo pochlebne i myślę, że słuszne, ale nie to jest najważniejsze. O gustach się przecież nie dyskutuje. Jednemu bardziej odpowiadają wiersze Torbusa, innemu Ziemianina, a jeszcze innemu Kolarza, Warzechy albo Gizelli. I dobrze - żyjemy w demokratycznym kraju i każdy ma prawo lubić taką poezję jaka właśnie jemu odpowiada. Ja również skorzystam z tego demokratycznego prawa wolności słowa i wyrażania poglądów. Otóż pozwolę sobie nie zgodzić się z panem Potoczkiem, że tylko Torbus był najwybitniejszą twórcą grupy "Tylicz". Zdecydowanie dodałabym jeszcze Adama Ziemianina i Wiesława Kolarza. Nie chcę przyznawać żadnemu z nich palmy pierwszeństwa, bo i po co? Zresztą obawiam się, ba, jestem o tym święcie przekonana, iż byłabym stronnicza...
Na pewno jednak Torbus jest tym z "tyliczan", który - mimo bezprogramowości grupy - ten program jednak w swej twórczości najdobitniej przedstawił. Został on zawarty przede wszystkim w debiucie książkowym - Lecie pogańskim. Zdaniem krytyków – najlepszym tomie wierszy, opublikowanym dopiero w 1978 roku. To w nim znalazł się hymn grupy - wiersz Tylicz:

tu się zaczyna lata dojrzewanie
i srogość zimy swój napina więcierz
tu konie ciągną ciężkie wozy z sianem
i mętny Poprad moje pisze wiersze.

tu się wiosenne przewalają burze
i wrony lecą w jedną tylko stronę
na mokrym niebie chmury jak kałuże
zielony z lasu wykrzesują promień

tu zboża w jasyr wzięte przez wichurę
w pokłon się cichy pochylają górom
i o jałowiec woły czyszczą skórę
a po trzech królach pyskiem kłapie turoń

tu się mieszają wszystkie roku pory
i wilki nocą gęsi z kojca kradną
tu w jesień wielka rośnie we mnie gorycz
choć złoty owoc rodzi w sadzie jabłoń

Oczywiście nie należy tego utworu traktować jako stricte o Tyliczu, ale raczej metaforycznie - o prowincjonalnych miasteczkach czy wioskach. Przez Tylicz płyną Mochnaczka i Muszynka - ta ostatnia dopiero w Muszynie wpada do Popradu, a więc "mętny Poprad" nie mógł pisać wierszy. Jednak poezja "tyliczan" płynie razem z Popradem przez Sądecczyznę. To on, otaczające go góry, miasteczka i wioski z charakterystycznymi kopułami cerkiewek, są tematami wierszy "tyliczan" - w tym Torbusa:

a my zeszli z gór jodłowych
aby na cerkwi pisać znaki
w oborze sieczkę żują krowy
w powietrzu modły wznoszą ptaki
(...)

a myśmy przyszli z ruskiej strony
aby pokłonić się ikonie
i nie wiadomo czemu dzwony
wyszczerbił wiary promień

a myśmy chcieli popa witać
przed cerkwią leży kamień
nie można z niego nic odczytać
nikogo nie ma. Amen
                                    (Powrót)

zostali w górach nasi święci
zima im śniegiem w twarze kurzy
w strumykach trawą porośniętych
szukają śladu letniej burzy
(...)

zostali w górach nasi święci
wiara ostygła na ikonie
lękiem pomarzły szyby cerkwi
zgubiły łąki grzechy w szronie
(...)
                                         (Zostali w górach święci)

Personifikację małych miasteczek - trochę baśniową, odrealnioną - dostrzegamy również w Rozmowie z filozofem:

w miasteczku które dobrze znam
na rynku konie grzebią w sianie
ratuszem jest na wróble strach
a mędrzec w stawie topi kamień

uliczki trawą zarośnięte
w karczmie ostatni kufel piwa
czy będzie wojna każdy pyta
"znad lasu jeszcze nic nie widać"

a wszak mówili że uczony
bo taką długą nosi brodę
i nos wieczorem ma czerwony
gdy wiatr z gór strąca niepogodę

w miasteczku które dobrze znam
na rynku konie grzebią w sianie
baba na jarmark taszczy garb
może go dzisiaj sprzeda taniej

a woły ciągną dzień za dniem
a rok im deszczem smaga skórę
nim zaśnie mędrzec wiecznym snem
w księgi to wpisze gęsim piórem

To mógłby być Tylicz - dawniej miasteczko, teraz wieś. Na środku Rynku, w miejscu dawnego ratusza Wiejski Dom Kultury, karczma "Ornawa", nawiązująca swą nazwą do historycznej przeszłości miejscowości, tuż obok staw - zbiornik przeciwpożarowy. I konie dorożkarzy, którzy kiedyś regularnie wozili kuracjuszy na wycieczki z Krynicy do Tylicza i zatrzymywali się koło "Ornawy".
Takich obrazków coraz mniej, podobnie jak wiejskich podwórek opisanych przez Torbusa w jednej z ballad. Poeta niemal kronikarskim językiem zapisał obraz, który już znika (a raczej już zniknął).

podwórko moje nieciekawe
nie ma się nad nim co rozwodzić
chałupa z lewej – stajnia z prawej
indyk jak paw po glinie chodzi

brona gawędzi sobie z kosą
gnój za oborą skryty leży
codziennie kury jajka niosą
Siwek sam siebie chyba przeżył

w kącie rupieci cała sterta
kierat co nigdy się nie kręcił
przed budą pies ogonem merda
trawy nie znajdziesz ani piędzi

poza tym płot i dwa orzechy
studnia głęboka na trzy sążnie
jaskółek świergot wprost spod strzechy
na sznurku schnące moje spodnie

jeszcze są klatki na króliki
drewno w sąg ułożone równo
i tak wygląda czytelniku
podwórko moje, moje gumno

Krytyk Ignacy S. Fiut zauważył, że

Balladowe utwory Torbusa są też dobrymi opisami polskich krajobrazów i kroniką obyczajów. To ciekawe dialogi poety z własnymi inspiracjami artystycznymi. Wiersze te przenika, podobnie jak u Barana i Ziemianina, fascynacja chrześcijańską metafizyką, niewolną nawet od herezji.

Również bardzo ważnym zbiorem wierszy Torbusa, pozostającym w kręgu codzienności, jest wydany w roku 1995 Błędomierz. Poemat o prowincji. Piotr Kuncewicz, wnikliwy obserwator i krytyczny znawca poezji współczesnej, tak napisał o Błędomierzu:

Jest to właściwie cykl utworów drobniejszych, zaczepionych na bardzo luźnej i umownej kanwie quasi-fabularnej. Fenomen "polskiej szarej ziemi", czy jak się mówiło dawniej "Polski powiatowej", został tu ukazany wielostronnie i na różny sposób, oczywiście także przy okazji wielu tematów. Siłą Torbusa, zarówno tu, jak i w utworach wcześniejszych nie jest refleksja, a wzruszenie i towarzyszący jej obraz. Jest tu jakaś tonacja "rzewna", dość prosto i bezpośrednio trafiająca do odbiorcy. Przy tym Torbus pamięta o efektach eufonicznych i eurytmicznych walnie wspomagających niby-piosenkową konstrukcję. Jest tu sporo stylizacji bardzo udanych. "Błędomierz" podoba mi się bardzo...

Ukazana przez poetę prowincja wraca do pierwotnych znaczeń i przyciąga nostalgiczne wspomnienia. Cytowany już przeze mnie filozof i krytyk literacki jednocześnie, Ignacy S. Fiut, zauważa, że

(...) twórczość Torbusa jest pewną drogą, którą nieustannie przemierza, pomiędzy rzeczywistym wielkim miastem, a wsią i małym miasteczkiem, gdzie spotyka swych prowincjonalnych bohaterów w całej krasie żywotów, stających się podmiotami lirycznymi wierszy.

Czym jest tytułowy Błędomierz? Według Tadeusza Skoczka to

(...) miejsce, które z jednej strony symbolizuje przywiązanie do tradycji, „wiary ojców naszych”, symboli i wierzeń zanikających już w ponowoczesnym świecie, z drugiej jednak nieuchronnie odchodzi w przeszłość mimo żalu i nostalgii, jaki wzbudza, mimo poetyckiego protestu. Ta pozorna sprzeczność między chęcią uszanowania tradycji, zachowania w pamięci obrazu zapamiętanego w młodości, o tym swoistymi niepowtarzalnym kraju lat dziecinnych, a koniecznościami życia w nowoczesnym świecie – właśnie w poezji znajduje liryczną pointę.

matko prowincjo
bądź nam i błogosław
w każdej potrzebie
wspieraj siłą
by nam się w ciszy
umierało
rosło
nigdy na cudzy koszt
nie żyło

matko prowincjo
bądź nam i błogosław
odmów litanię
w rozpaczy godzinie
byśmy na wojnę
w dwuszeregu idąc
na ustach Twoje
zawsze nieśli imię
                           (Litania)

Zostało jeszcze trzech "tyliczan": Andrzej Warzecha, Jerzy Gizella i Franciszek Brataniec. Brataniec był z grupą zbyt krótko, aby analizować jego twórczość. Wiersze poety nie ukazały się nawet w pierwszym almanachu grupy, wydanym w 1972 roku.
Twórczości Gizelli i Warzechy świadomie tutaj nie analizuję z dwóch powodów. Po pierwsze - z pobudek osobistych, gdyż wiersze Ziemianina, Torbusa i Kolarza są mi bliskie. Po drugie - twórczość Gizelli i Warzechy znacznie się różni od poezji wyżej wymienionych "tyliczan". Nie ma w niej tak wiele ewidentnych odwołań do Sądecczyzny, aczkolwiek widoczna jest charakterystyczne dla grupy zainteresowanie sprawami codziennymi, towarzyszącymi człowiekowi. Jednak jak słusznie zauważył Stanisław Dziedzic, Warzecha "uprawia poezję intelektualną, choć nie stroniącą od codziennej rzeczywistości."  Właśnie ten intelektualizm i uniwersalizm wyróżnia Gizellę i Warzechę od pozostałych "tyliczan". Warto jednak przywołać słowa Dziedzica dotyczące pierwszego, najbardziej "tylickiego" tomiku poezji Warzechy -  Białego paszportu:

Nuda codzienna i piękne otoczenia karpackiej scenerii wzajemnie sąsiadują, sam zaś autor lubo patrzy na te małomiasteczkowe realia z sympatią, nie stroni przecież od głębszych refleksji, nierzadko ironii. Uwidacznia się tu próba ustalenia własnej tożsamości, poeta więcej uwagi poświęca sobie i kategoriom filozoficznym niż samej obserwacji świata. Zauważalny jest wreszcie nowy język literatury, charakteryzujący się znaczną abstrakcyjnością i siłą ekspresji. Warzecha wykazał już wówczas znaczną wrażliwość na konteksty społeczne, problematykę małych ojczyzn, okazał też już wówczas skłonności do posługiwania się aforyzmami czy sentencjami. Nurt filozoficzno-aforystyczny, choć był już w tym debiutanckim tomiku znaczący, znalazł znacznie szerszy wymiar w następnych zbiorach wierszy.

Przywołam dwa jego wiersze. Jeden, poświęcony grodowi św. Kingi, znalazł sie w antologii utworów poetyckich drukowanych w "Pogłosach Kramu" pt. "A my wracamy tu co roku..." . Drugi został opatrzony wiele mówiącą o poecie dedykacją: "pamięci mojej Mamy".

Mocno pachną konwalie przekupki
długi jest płaszcz odmieńca
Wielka jest cnota Kingi
i Wielka jest księga miasta

Tylko widać
kiedy wiozą zioła dla lipca
słychać jak wozy turkoczą
po zeschłych deskach
do zabijania wsi

Dziewczyny
chcą spędzać wakacje na wybrzeżu
a tu rzeka z gór schodzi
po nocach
z psem przegaduje

Daleka aż po same rogatki
wychodzi za każdym ratusz
głośno słychać na pustym rynku
wiersze samozwańca.
                              (Wielka jest księga miasta)

Uliczka, dom
ścieżka i rzeka

Tam teraz stoję
Tam na nią czekam
            (Wieczna stójka)

W życiu każdego człowieka matka odgrywa ważną rolę, ale w życiu i twórczości dwóch "tyliczan" jej rola była szczególnie akcentowana - u Ziemianina i Warzechy. Stąd liczne dedykacje matkom.
Andrzej Warzecha w rozmowie z Beatą Salamon na pytanie: Jak więc taki programowy odszczepieniec jak Ty, zechciał się wpisać, a nawet współtworzyć grupę twórczą "Tylicz"? Członkowie tej grupy deklarowali miłość do prowincji. Twoja prowincja zawsze jednak leżała bliżej Mlecznej Drogi, pewnych uniwersaliów, niż Poprad, odpowiada: Ja nie byłem literackim odszczepieńcem. (...) Dziś moje wiersze, mimo większego może uniwersalizmu, są nadal prowincjonalne. Jeżeli mówią o świecie czy wszechświecie, to z punktu widzenia małego człowieka.
Co do Gizelli, który w latach 1987 - 2004 przebywał na emigracji w USA, warto nadmienić, że w ubiegłym roku, nakładem Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie, ukazał się tomik Sytuacje bezgraniczne. Wybór wierszy.

Henryk Cyganik - krytyk, kibic i wierny czytelnik grupy "Tylicz"

Artysta, który ukochał góry, który nauczał innych, jak kochać przyrodę, swojszczyznę, region, matecznik  - czyż "tyliczanie" mogli marzyć o lepszym krytyku swojej twórczości? Mimo iż dzieciństwo Henryka było naznaczone tragicznym piętnem - kiedy miał trzy miesiące jego ojciec "zginął z wyroku bandy Ognia"  - artysta miał pogodną naturę i tak zapamiętali go najbliżsi.
O Cyganiku wielu już mówiło i pisało, i wielu na pewno jeszcze napisze, gdyż to bardzo barwna i ciekawa postać. Tutaj chcę przypomnieć jego związek z grupą "Tylicz" i ... oddaję mu głos. Na pytanie, a właściwie stwierdzenie Beaty Salamon: Pierwszy pisałeś o grupie poetyckiej "Tylicz", odpowiada:

Pisałem o nich, gdyż byli to moi przyjaciele. Wszyscy oni wyrośli z tych samych upodobań, myślenia poetyckiego i tego samego świata. Ich wartości były również moimi. Przykleiłem się do nich jako krytyk, obserwator ich poczynań, kibic i wierny czytelnik. Mój chłopski instynkt bardzo wyczulił mnie na słowo i prawdę. Wiedziałem już wtedy, że twórcy z tej grupy przetrwają, a inni padną. Zaginęli ci, którzy uprawiali wydumane eksperymentatorstwo odarte z liryki. Nie da się poezji wydumać pod tezę. Moi koledzy zostali dobrymi poetami. To właśnie Warzecha, Gizella, Ziemianin, Kolarz, Torbus, Baran, który był sympatykiem grupy, to oni będą czytywani i zbłądzą pod strzechy. Byłem i jestem trybunem poezji kolegów, którzy kiedyś tworzyli grupę "Tylicz".

Henryk Cyganik zmarł 23 lutego 2005 roku. Spełniła się jego prośba wyrażona w Modlitwie miejskiej:

A Ty mnie, Boże, w górach schowaj,
W chmurach, na halach wiatrem
kołysz
Niech gwiazda z jodłą piszą słowa
Mojej modlitwy z traw i kory...

Dokładnie w piątą rocznicę śmierci - 23 II 2010 roku - Andrzej K. Torbus napisał wiersz o znaczącym tytule "Abitt, non abitt" (Odszedł, ale pamięć o nim nie zaginęła), dedykowany Henrykowi Cyganikowi

To już pięć po dwunastej
choć dopiero późne popołudnie.
Mglisty luty wdziera się chyłkiem,
coś maluje niewyraźnie na płótnie.

Nie pomogły mądrości i wiara
i ukryte w buczynach lekarstwa.
Już nie boli nic. Tylko po kątach
cisza tłucze się złowroga i martwa

Tyle pytań bez odpowiedzi
choć na skroniach szronu iskierki.
Co tam w górach? Czy pod Turbaczem
już w żałobę oblekły się świerki?

Mroczny pokój, mgłą firanki zasnute...
Cóż, nie każda droga jest łatwa.
Chciałoby się jak wilk zaskowyczeć.
Jeszcze chwilę! - Trochę więcej światła!

Kiedyś to się przy watrze śpiewało
na góralską zadziorną nutę.
Dzisiaj przyszedł gość nieproszony -
obywatel wszechświata - Pan Smutek.

W sobotę 27 lutego w Pijalni Artystycznej w Piwnicznej - Zdroju miał miejsce wieczór wspomnień przyjaciół o Henryku Cyganiku. Gospodarzami spotkania byli: Jerzy Michalak, Witold Kaliński oraz syn Henryka, Kamil Cyganik. Miałam przyjemność być na tym spotkaniu. Był również Bogusław Diduch, lider zespołu Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki, o której chciałabym teraz napisać.

Ostatniej Wieczerzy w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki  przygoda z "Tyliczem

Zespół Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki  został założony na przełomie lutego i marca 1978 roku w Miejskim Ośrodku Kultury w Gorlicach przez Bogusława Diducha, Wiesława Lewka, Jacka Pietruszę i Tadeusza Łuczejkę. Diduch, lider zespołu, wspomina:

Był marzec 1978 roku. Wróciliśmy z żoną z Krakowa po zakończeniu studiów. Pewnego wieczoru zapukali do nas Jacek Pietrusza i Wiesław Lewek. Przypomnieli czasy licealnego grania. Proponowali powrót do zespołowego muzykowania. Ucieszyłem się, ale zapowiedziałem, że będzie to nowa odsłona, nowy repertuar. W liceum graliśmy bowiem rock and rolla, a po poznaniu piosenek Wojciecha Belona, Andrzeja Sikorowskiego, Elżbiety Adamiak moje gusta muzyczne zupełnie się zmieniły.

Ciekawe są także okoliczności powstania tak intrygującej nazwy zespołu - przywołuje je Diduch:

Podczas jednego z licznych bankietów, które wieńczyły wówczas próby zespołu, gorlicki artysta malarz Wacław Sitar przyglądał się zastawionemu stołowi, siedzącym przy nim bankietowiczom (jest zdjęcie tej sytuacji) i złapał się za głowę mówiąc: " O kurwa, ostatnia wieczerza w karczmie przeznaczonej do rozbiórki". Ponieważ byliśmy na etapie poszukiwania nazwy, wszyscy zerwali się i jednogłośnie zatwierdzili pomysł.

Zdobyli wiele nagród jako zespół i indywidualnie - Bogusław Diduch. Obecnie OWwKPdR tworzą: Bogusław Diduch - kompozycja, teksty, gitara, wokal, Wiesław Lewek - kompozycja, gitara, wokal, Mirosław Bogoń - aranżacje muzyczne, instrumenty klawiszowe, wokal, Tomasz Kubala - gitara basowa, wokal, Rafał Baniśniak - instrumenty perkusyjne.
Ostatnio w Nowym Sączu zespół wystąpił 27 marca 2011 w ramach Wiosennego Festiwalu Artystów Piosenki "Pamiętajcie o ogrodach", a dokładnie wieczoru autorskiego Joanny Babiarz. Wtedy to zapytałam pana Diducha czy nie zechciałby się podzielić informacjami na temat znajomości, przyjaźni z grupą "Tylicz". Zechciał! I tak - już pocztą elektroniczną - nastąpiła wymiana informacji. Pan Bogusław Diduch przesłał mi "garść wspomnień", z którymi teraz się z Tobą drogi Czytelniku dzielę.
Pierwsze kontakty Bogusława Diducha z grupą "Tylicz":

Pierwsze kontakty osobiste z członkami grupy „Tylicz” miały miejsce w czasach moich studiów na polonistyce UJ w latach 1972-1975: w tzw.  Gołębniku,  w IFP UJ na ul. Gołębiej 20 (tak, 20 a nie 24), gdzie na II piętrze stał słynny stół zwany „stołem prof. Chrzanowskiego”, przy którym toczyły się w oparach tytoniowego dymu, wspomagane tzw. podstoliczanką, czyli wódką czystą z czerwoną kartką, polonistyczne - ale nie tylko – rozmowy. Tam zadzierzgnęły się pierwsze znajomości, pojawiły zainteresowania. Poeci „Tylicza”, niestety nie pomnę już dzisiaj którzy, czytywali swoje wiersze dla członków koła polonistów UJ na zapleczu biblioteki podręcznej Instytutu, na parterze za portiernią. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z wierszami "Tylicza" na żywo, bo wcześniej oczywiście w kultowym piśmie „Student” czytywałem te poezje namiętnie.
Potem przyszły bardziej intensywne kontakty z Adamem Ziemianinem w klubie „Rotunda”, gdzie poeta był kierownikiem organizacyjnym (tak mi się zdaje) i imprezy trwały często nieprzerwanie przez kilka dni. W klubie „Nowy Żaczek” za kierownictwa Staszka Pietraszki i Tadzia Skoczka spotkania z poezją były częste i intensywne. Tam ja, młody człowiek z prowincji, miałem zaszczyt wkroczyć w wielki świat sztuki i dostąpić znajomości, a z czasem – mam wrażenie także przyjaźni, z Heniem Cyganikiem (oczywiście nie był członkiem „Tylicza”, ale przez pokrewieństwo tematyki sielsko- wiejsko - harasymowiczowskiej i bliskie kontakty osobiste, często mylnie z grupą identyfikowany), Markiem Pacułą, Zbyszkiem Książkiem, Markiem Materną, Andrzejem Pacułą, Andrzejem Sikorowskim, Wojtkiem Belonem i innymi postaciami życia kulturalnego tamtego czasu.
Znaczącym i „wstrząsającym” zdarzeniem artystycznym, które wpłynęło na zmianę moich priorytetów muzycznych i literackich było spotkanie z grupą „Tylicz” w klubie „Jaszczury” w pełnym, legendarnym składzie (1973?74?)- Kolarz, Gizella, Torbus, Ziemianin, Warzecha.

Aż nadchodzi taki czas, kiedy OWwKPdR śpiewa teksty "Tylicza"...

Kiedy wiosną 1978 roku z Wiesławem Lewkiem, Jackiem Pietruszą, Tadeuszem Łuczejką, założyliśmy zespół „Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki”, teksty „Tylicza”, jako pierwsze obok wierszy mojego ulubionego druha z lat studenckich Andrzeja (Staszka) Pacuły, otrzymały swoją muzyczną szatę. Wykonywaliśmy je na pierwszych koncertach zespołu i usłyszał je Franek Brataniec, który jest mieszkańcem Gorlic, a był członkiem założycielem „Tylicza”. Przyszedł na nasza próbę i przyniósł swoje teksty. Powaliły nas i już wkrótce pojawiły się kompozycje do wierszy: „List”, „Nie zasypuj ognia”, „Przesłanie”, „Leżajsk, albo rozmowa z Marią”. Franek został członkiem zespołu, jeździł z nami na koncerty, czytał swoje wiersze, prowadził imprezy.

KRAM -owe spotkania i zacieśnienie kontaktów z poetami grupy "Tylicz".

W roku 1978 zostaliśmy zaproszeni na legendarną już dziś imprezę KRAM – Konfrontacje Ruchu Artystycznego Młodzieży w Myślcu nad Popradem. Gigant impreza (1200 ludzi – koncerty, konkursy, warsztaty, spotkania, zabawa, totalna wolność i braterstwo). Pomysłodawcami imprezy byli podobno m.in. Cyganik i Kolarz. W tej edycji KRAM-u zostaliśmy laureatami I nagrody w kategorii zespołów muzycznych, a szefem komisji konkursowej był nadworny kompozytor „Tylicza” i Cyganika - Henryk Mosna.
W wyniku zwycięstwa zostaliśmy zaproszeni do koncertów „Kramowych”, a Tyliczanie zaproponowali nam swoje teksty. Henryk Mosna zaproponował mi tekst Kolarza „Pali się fajka nocy”, z którym biedził się od jakiegoś czasu i miał muzykę do refrenu, ale nie miał zwrotek. W godzinę „dorobiłem” zwrotki i tak powstał hymn KRAM-u, nagrany przez genialnego akustyka Teatru „STU”, pana Jacka Mastykarza. Od tego czasu każda edycja imprezy zaczynała się i kończyła ta pieśnią,  która nagraliśmy na naszą pierwszą płytę, a która jest także obecna na pierwszej płycie z cyklu „Gitarą piórem” Janusza Deblessema.
Na marginesie, jako ciekawostkę podam informację: na KRAM 1979 Andrzej Torbus przywiózł tekst pt. „Dawno już fajka nocy zgasła”, który błyskawicznie opatrzyłem muzyką i zagrałem z towarzyszeniem gitarzysty Piotra Furtasa na koncercie finałowym imprezy. Tekst był trochę „polityczny” i zmyto nam głowy, że poszedł bez cenzury. Tłumaczyliśmy się tradycyjnie zamkniętym charakterem imprezy (to był taki hak na cenzora).
Jak już wspomniałem, impreza zaowocowała zacieśnieniem kontaktów z poetami „Tylicza”. Napisaliśmy i nagraliśmy teksty „Rodzicom” i „Rozmowa z filozofem” oraz „Tylicz” Torbusa, „Zagrodę” i „Dom mój” Ziemianina, „Pali się fajka nocy” i „Płynę” Kolarza, wspomniane już teksty Bratańca. Oddzielny rozdział to Cyganik: „Piękno”, „Przed zimą”, „Taternik”, „Ulica”.
Kontakty zaowocowały licznymi wspólnymi koncertami i spotkaniami m.in. z okazji Sejmików Młodzieżowych Twórców Kultury - Porąbka, Rytro, Kraków, Myślec, seminariów w Śródmiejskim Ośrodku Kultury na Mikołajskiej w Krakowie.
Do dzisiaj spotykamy się z żyjącymi Tyliczanami, szczególnie Torbusem, na Galicyjskich Jesieniach Literackich u Andrzeja Grabowskiego i wspominamy nieżyjących. Przygotowujemy też nowe utwory do tekstów Cyganika i Torbusa.

Oni wracają tu co roku...

Na szczęście nie zaniechali owi miłośnicy ładu i harmonii, świątków i krzyży przydrożnych, makatek, legend, krajobrazu – swojego odrębnego stylu tworzenia. Dlatego po latach możemy zachwycać się twórczością Józefa Barana, Wiesława Kolarza, Andrzeja Warzechy, Adama Ziemianina, Andrzeja Krzysztofa Torbusa… Zniknął nam (i literaturze) gdzieś tylko Brataniec…

Tymi oto słowami podsumował twórczość "tyliczan" krytyk, Tadeusz Skoczek. Na szczęście! Nie zawsze móc znaczy chcieć, ale w przypadku tych poetów tak. Możemy, chcemy i zachwycamy się twórczością "tyliczan". Rzadziej ją czytamy, a częściej słuchamy w wykonaniu artystów piosenki, wśród których nie można pominąć: Starego Dobrego Małżeństwa, Wolnej Grupy Bukowiny, Jacka Wójcickiego, Elżbiety Adamiak, Pawła Orkisza, Ostatniej Wieczerzy w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki, grupy Kociołek. Wędrując górskimi szlakami, siedząc w schronisku, nucimy teksty naszych krajanów, często nie wiedząc nawet o tym...
Piosenka turystyczna i poezja śpiewana mają ogromną moc przekazywania słowa napisanego przez poetów odbiorcy. Poezja śpiewana - SDM - Ziemianin. Piosenka turystyczna - Torbus. Wielu z nas ma takie skojarzenia. Na popularność Torbusa dzięki piosence turystycznej zwrócił uwagę Tadeusz Skoczek:

Piosenka turystyczna, spopularyzowana powszechnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku jako odrębny gatunek twórczości artystycznej studentów i harcerzy, traktuje poetę jako swojego kultowego autora. Prestiżowa i znana w Europie impreza Jesień Literacka Pogórza, organizowana od lat przez niezmordowanego Andrzeja Grabowskiego z Ciężkowic, nie może się też bez niego odbyć. Śpiewany jest Torbus przy ogniskach.

O popularności wierszy Ziemianina śpiewanych przez Wolną Grupę Bukowinę i SDM nie trzeba chyba przypominać...
Tytuł tego artykułu to parafraza słów wiersza Torbusa, który stał się bardzo popularną piosenką turystyczną. Niedawno Sądeczanie mogli jej wysłuchać w wykonaniu przewodnika beskidzkiego PTTK z Łodzi, Jurka Świerczyńskiego, który miał koncert w "Ratuszowej".

a my wracamy tu co roku
każdego lata, każdej zimy
do tego miejsca ze łzą w oku
niemądrze jakoś tak tęsknimy

ciągle nie dosyć ciągle mało
tajemnic lasu zmierzchu w sadzie
na górach zima już nieśmiało
pierwszy nam szron na włosy kładzie

i trochę głupio, trochę smutno
zostawić nagle wiatr i Poprad
pogodę wróży dym na jutro
nowe się wiersze lęgną w ostach

a my jak wierne psy co roku
każdego lata, każdej zimy
do tego miejsca ze łzą w oku
i powracamy i tęsknimy

Oni wracają tu co roku... Wiosną, latem, zimą, ale przede wszystkim jesienią, która jest chyba ulubioną porą poetów. Bukowe beskidzkie lasy mienią się wtedy wszystkimi barwami...
Ziemianin co roku w lipcu gości w ogrodach "Wandy" na Spotkaniach Przyjaciół "Almanachu Muszyny" i czyta wiersze miłośnikom swojej poezji w Bibliotece Publicznej w Muszynie. W tejże bibliotece miłośnicy jego twórczości mogą również przez okrągły rok nabywać tomiki wierszy z autografem autora. Co roku, najczęściej w październiku, jest też gościem Krynickiej Jesieni Literackiej, organizowanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Krynicy - Zdroju. Tradycją stały się także spotkania poetów KJL z młodzieżą krynickiego gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej. Właśnie Ziemianin był gościem w ZSP im. Jana Pawła II w Krynicy - Zdroju podczas ostatniego październikowego poranka poetyckiego.
Torbus bywa na Sądecczyźnie przynajmniej raz do roku podczas Galicyjskiej Jesieni Literackiej, z którą jest od początku związany. Do tej pory GJL gościła w Łącku, Muszynie, Krynicy - Zdroju, Kamiannej, Rytrze, Podegrodziu, Chełmcu, Piwnicznej, Nawojowej, Przysietnicy, Moszczenicy, a ostatnio w Starym Sączu. Właśnie gród Kingi i pięknie odremontowany budynek "Sokoła" zostały wybrane na poetycko - muzyczny wieczór zatytułowany A nad Popradem jesień... Imprezie, tradycyjnie prowadzonej przez poetów  - Andrzeja Grabowskiego i Andrzeja K. Torbusa, również tradycyjnie towarzyszyła Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki.
Co roku z inicjatywy Miejskiego Ośrodka Kultury "pali się fajka nocy" Kolarza w Nowym Sączu. I. wieczór artystyczny z cyklu Pali się fajka nocy..., poświęcony twórczości Wiesława Kolarza, odbył się 18 maja 2003roku z udziałem: Moniki Ślepiak, Monika Zagórowskiej, Zbigniew Kukli, Janusz Michalika oraz zespołu OWwKPdR. Później "paliła się fajka nocy" m. in. dla Bogusławy Agaty Konstanty, Agnieszki Osieckiej, Adama Mickiewicza, a w ubiegłym roku - Fryderyka Chopina.

pali się fajka nocy przechodzi z ust do ust
gwiazdami niebo broczy, stoi w wiklinie chłód
a Ziemia jak pies śpiący cicho leży u stóp
pali się fajka nocy, płoną węgielki słów

uczmy się mówić prosto
prostotą siwych drzew
uczmy się patrzeć w oczy
zwierząt wtulonych w mech

To ten wiersz Wiesława Kolarza - obok Torbusowego A my wracamy tu co roku... - stał się swego rodzaju hymnem KRAM-u. Pali się fajka nocy... w wykonaniu OWwKPdR, obok utworów Gintrowskiego, Czyżykiewicza (który swoją karierę muzyczną zaczynał w Karczmie), Turnaua, Adamiak i Krzysztoń, znalazł się na płycie Gitarą i piórem, wydanej w październiku 2001 roku nakładem Polskiego Radia.
W wierszu tym widać fascynację Gałczyńskim, który tak jak Harasymowicz był dla Kolarza i pozostałych "tyliczan" mistrzem. Poeta i krytyk, Maciej Naglicki, nazywa Torbusa - słowa te można jednak jak najbardziej odnieść także do Kolarza - poetą nastroju i obrazu, odwołując się do estetyki „Tylicza” oraz podsuwając kolejne inspiracje w słowach: nie darmo jego działania twórcze wyznaczane są dymkiem ognisk, przy których natchnieni dzielili się »fajką nocy« z Gałczyńskiego, gdzie gitara wyznawała kolejną miłość.
"Tyliczanie" i ich przyjaciele wracają w Beskid Sądecki co roku - dosłownie i w przenośni. Są z nami w piosenkach, na górskich szlakach. Duch Kolarza unosi się nad Doliną Roztoki, Cyganika nad Parchowatką i nad ukochaną przez niego Radziejową, o której tak pięknie napisał:

ty jesteś wszystkich olśnień
niemym świadkiem
narodzin mych dzieci i strof
nokturnów na watrę i wrzos
(...)
zielona przyjaciółko moja siostro
gdy uschnę w dolinie jak pieśń
na grzbiet swój garbaty mnie weź
i rzuć mu w przedwieczyste
światła okno
                           (Radziejowa)

Wracają w twórczości poetów, dla których pełnią rolę nauczycieli, tak jak kiedyś dla nich takim nauczycielem był Harasymowicz. Dość wspomnieć o sądeczance Joannie Babiarz, która podczas kwietniowego wieczoru autorskiego w "Sokole", w rozmowie z Andrzejem Krupczyńskim przyznała, że m. in. Torbus był dla niej jednym z takich wzorców. Widać to chociażby w wierszu otwierającym tomik Tu i teraz:

wrócisz tu jeszcze
jak co roku
nie zgubisz drogi
poznasz góry
ścieżkę ci wskaże
byle wróbel
złamana sosna
kamień szary
(...)
wrócisz tu jeszcze
jak co roku
szara tęsknota cię sprowadzi
usiądziesz na zielonym progu
                                      (Beskidy)

***
Przyszła już wiosna, wkrótce lato, a potem jesień - wymarzone pory roku na wędrowanie i przy okazji zapoznanie się z poezją "tyliczan". Może w tym roku wędrówki będą bardziej literackie, szlakami poetów i ich twórczości? Zachęcam do tego i za mistrzem Jerzym powtarzam:

W górach jest wszystko co kocham
wszystkie wiersze są w bukach
zawsze kiedy tu wracam
biorą mnie klony za wnuka
(...)

Notki biograficzne poetów grupy "Tylicz":
Jerzy Gizella (ur. w 1949 r.) - poeta, absolwent filologii polskiej (1973), doktor nauk humanistycznych (studia doktoranckie z zakresu psychologii) Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1982 - 86 pracownik naukowy w Zakładzie Psychologii Ogólnej Instytutu Psychologii UJ. W 1987 r. emigrował do USA. Od 2004 r., po powrocie do Polski, jest wykładowcą psychologii na Wydziale Nauk o Rodzinie i na Wydziale Zdrowia i Nauk Medycznych w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego w Krakowie. Debiutował w 1972 r. w wydanym w Krakowie almanachu Tylicz. Był także współtwórcą i pomysłodawcą nazwy grupy poetyckiej "Tylicz". Po studiach pracował w popularnym dzienniku popołudniowym "Echo Krakowa", a na emigracji współpracował z miesięcznikiem "Kontakt" (Paryż), "List Oceaniczny" (Toronto), "Przegląd Polski" - dodatek kulturalny "Nowego Dziennika" (Nowy York). Jego teksty można spotkać na łamach sopockiego "Toposu", warszawskich "Nowych Książek". Jest autorem licznych tomów poezji, m. in.: "Obustronne milczenie" (1977), "Aśka" (1979), "Wiersze wybrane" (1997), "Odkupienie Ameryki" (2001). Jako krytyk literacki wydał: "Pisarze i kopiści: z notatnika recenzenta" (2003) oraz "Pożegnanie z uproszczeniami: recenzje i szkice" (2003). Związany jest ze Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich.

Wiesław T. Kolarz (1945-2001) - poeta, redaktor, dziennikarz. Urodzony w Nowym Sączu. Absolwent Filologii Polskiej w Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach szkolnych i studenckich recytator, laureat wielu nagród. Współtwórca Teatru Słowa „Akapit” w Nowym Sączu. Kierownik artystyczny Grupy Twórczej „Sowizdrzał” UJ. Utwory poetyckie pisał od wczesnej młodości. Debiutował na łamach „Życia Literackiego” w 1968 roku. Tomik poezji „Ballady Prowincjusza” ukazał się w 1973 roku. Animator kultury i opiekun młodych poetów. W latach 1968-1973 Sekretarz Komisji Kultury ZW ZMW, przewodniczący Krakowskiego Ośrodka Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy. Współzałożyciel grupy poetyckiej „Tylicz”. Od 1973 roku redaktor i dziennikarz „Gazety Krakowskiej”. Publikował artykuły, felietony, recenzje, wywiady, wiersze. Redagował kolumnę „Kaduceusz”. W 2001 roku otrzymał prestiżową nagrodę środowiska dziennikarskiego „Złotą Gruszkę". Ostatni tomik poezji „Nic, nic i koniec” ukazał się w 1996 roku. W planach wydawniczych miał zbiór p.t. „Cafe Imperiał”.

Andrzej Krzysztof Torbus (ur. 18 I 1950 r. w Sosnowcu) - poeta, prozaik, autor książek dla dzieci, tekstów piosenek, scenariuszy estradowych. Studiował filologię polską na UJ. redaktor w miesięcznikach" Regiony", Okolice", współpracownik "Gazety Krakowskiej". Działała w KRAM - ie. W 1969 roku debiutował na łamach „Głosu Młodzieży”. Współtwórca grupy poetyckiej "Tylicz". Laureat wielu konkursów literackich. Nagrody na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu i Ogólnopolskiej Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie.Jego utwory są tłumaczone na j. angielski, niemiecki, słowacki, esperanto, rosyjski, ukrainski, czeski..

Andrzej Warzecha (ur. 1 X 1946 w Nowym Sączu). Ukończył filologię polską na UJ. Od 1975 r. jest dziennikarzem "Dziennika Polskiego". Laureat Nagrody Funduszu Literatury - 1984, Nagrody im. St. Piętaka. Odznaczony Złotą Odznaką "Zasłużony dla Ziemi Sądeckiej" (1988), Srebrnym Krzyżem Zasługi (1989), Złotą Odznaką "Zasłużony dla Ziemi Krakowskiej". Członek grupy poetyckiej "Tylicz". Autor kilkunastu zbiorów wierszy, wymieniany w kilku uniwersyteckich podręcznikach polskiej literatury współczesnej. Członek Związku Literatów Polskich oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Adam Ziemianin (ur. 12 V 948 w Muszynie). Mieszka w Krakowie. Pracował jako dziennikarz "Echa Krakowa" i "Gazety Krakowskiej". W 1968 r. debiutował wierszem "Święty Jan z Kasiny Wielkiej" na łamach " Życia Literackiego". Pierwszy zbiór wierszy "Wypogadza się nad naszym domem" opublikował w 1975 r. Autor wielu publikacji książkowych. Laureat wielu nagród, m. in.: Nagrody im. St. Piętaka (1982), Nagrody Funduszu Literatury (1985), Nagrody im. Anny Świrszczyńskiej (1989), Nagrody Wojewody Krakowskiego (1998),
Jego wiersze śpiewają m. in. "Wolna Grupa Bukowina", Elżbieta Adamiak, Jacek Wójcicki, a przede wszystkim "Stare Dobre Małżeństwo".


OD AUTORKI: W artykule - oprócz podanej poniżej umieszczonej bibliografii - wykorzystałam informacje uzyskane z rozmów/korespondencji z A. Ziemianinem i A. K. Torbuseem, a także z B. Diduchem - liderem zespołu Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki.


Bibliografia:
"A my wracamy tu co roku..." Antologia utworów poetyckich drukowanych w "Pogłosach Kramu", wybór i przedmowa: A. K. Torbus, Nowy Sącz 1979.
Burkot S., Czytajmy poetów, "Konspekt" 1/2005 (21), http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/21/czytajmy.html
Cyganik H., Wiesław Kolarz (1945 - 2001) - poeta sądeczanin, "Rocznik Sądecki" 2003, t. XXXI, s. 342 - 346.
Cyganik H., "Nie gardź Ziemianinem" [artykuł prasowy; w domu mam kopię artykułu, na której nie ma nazwy czasopisma ani daty wydania; prawdopodobnie 1977 r.)
Dymna A., Wszechświat w kropli [w:] J. Baran, Wyprawa po złote runo, Wydawnictwo edukacyjne, Kraków 2003, s. 5 - 8.
Dziedzic S., Józef Baran. Poezja "zakorzenienia" i nostalgicznych powrotów [w:] Literatura współczesna (1956 - 2005) pod red. dr A. Skoczek, S. Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach, t. X, Wydawnictwo SMS, Bochnia - Kraków - Warszawa [2006], s. 272 - 286.
Dziedzic S., Adam Ziemianin [w:] Literatura współczesna (1956 - 2005) pod red. dr A. Skoczek, S. Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach, t. X, Wydawnictwo SMS, Bochnia - Kraków - Warszawa [2006], s. 287 - 301.
Dziedzic S., Liryk i szyderca [w:] W. T. Kolarz, Czekam, Oficyna Wydawnicza "Impuls" Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków , s. 429 - 440.
Faron B., Do tomiku Józefa Barana przedsłowie,
http://www.lamelli.com.pl/podstrona.php?str=7_2_12
Głębicka E., Grupy literackie w Polsce 1945 - 1989, Warszawa 2000.
Kaliński W., Heniu Cyganik, "Głos Nadpopradzia"  2009, nr 2-3, s. 16.
Kiedacz W., "Góry nam wieczny dymić będą chorał..." O wierszach grupy "Tylicz", "Życie Literackie" nr 11/77, s.6 - 7.
Krupiński W., Niczym stare dobre małżeństwo. Józefa Barana i Adama Ziemianina 40 - lecie, "Dziennik Polski" z 27 II 2008, s. 12 - 13.
Kwiek - Osiowska J., "Ziemio moja sądecka..." Wybór tekstów o Sądecczyźnie, Nowy Sącz 2010.
Napolska - Kolarz O., Słowo wstępne [w:] W. T. Kolarz, Czekam, Oficyna Wydawnicza "Impuls" Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków , s. 5 - 6.
Na skroni jesiennego drzewa. Almanach XX MGJL, oprac. i red. A. Grabowski, Wydawnictwo EUROSYSTEM, Wrocław 2010.
Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki [w:]Pamiętajcie o ogrodach. VII Wiosenny Festiwal Artystów Piosenki, Małopolskie Centrum kultury SOKÓŁ, Nowy Sącz 2011, s.22 - 23.
Pieńkosz K., Literacka grupa "Tylicz", "Tygodnik Ilustrowany" nr 2 z 11 I 1981, s. 8.
Salamon - Satała B., Wielka inwentaryzacja, Oficyna Wydawnicza KREATOR, Kraków 1999 (rozmowy z poetami: J. Baranem, H. Cyganikiem, J. Harasymowiczem, J. Kawalcem, W. Kolarzem, A. Warzechą, A. Ziemianinem).
Skoczek T., Ballady, lata jesienie [w:] A. K. Torbus, Na skraju lasu jest zielony dom, S. Poeci Krakowa, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2006, s. 5 - 16.
Skoczek T., Henryk Cyganik [w:] Literatura współczesna (1956 - 2005) pod red. dr A. Skoczek, S. Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach, t. X, Wydawnictwo SMS, Bochnia - Kraków - Warszawa [2006], s. 261 - 271.
Skoczek T., Fanatyk słowa [w:] H. Cyganik, Święty azyl, S. Poeci Krakowa, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2004, s. 5 - 13.
Skoczek T., Zjadliwy romantyk [w:] J. Gizella, Sytuacje bezgraniczne. Wybór wierszy, S. Poeci Krakowa, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2010, s. 5 - 13.
Tylicz (almanach poetycki) pod red. J. Kajtocha, Kraków 1972.
"Znaki wyobraźni", Wydawnictwo Krakowskiego Ośrodka KKMP
Strony internetowe:
http://www.adamziemianin.pl/
http://www.ziemianin.art.pl/
http://www.biblioteka.sanok.pl/www/swkharasymowicz.html - wykłady z konferencji popularno-naukowej: Jerzy Harasymowicz – poeta karpackiego pogranicza.
http://www.sdm.art.pl/
http://www.mok.i24.pl/tr_na_afiszu.htm - informacje o edycjach wieczór artystyczny z cyklu "Pali się fajka nocy..."
Ważniejsza dyskografia (płyty, na którym znajdziemy piosenki do słów "tyliczan" i ich sympatyków):
Stare Dobre Małżeństwo
Makatki, Promaton EMI 1990 (A. Ziemianin).
Czarny blues o czwartej nad ranem, Promaton EMI 1992 (A. Ziemianin).
Live in Łowicz, Promaton EMI 1992 (A. Ziemianin, J. Baran).
Miejska strona księżyca, Promaton EMI 1998 (A. Ziemianin, J. Baran).
Cudne manowce, Promaton EMI 1999 (A. Ziemianin).
Bieszczadzkie anioły, Promaton EMI 2000 (A. Ziemianin).
Biesy i czady w Chicago, Dalmafon 200 (A. Ziemianin).
Kino objazdowe, Promaton EMI 2002 (A. Ziemianin).
U studni, S. Złota Kolekcja, Promaton EMI 2003 (A. Ziemianin).
Bucalala! Dalmafon 2004 (A. Ziemianin).
Beretka dla Bejdaka, Promaton EMI 2004 (A. Ziemianin).
Blues nocy bieszczadzkiej, Promaton EMI 2010 (A. Ziemianin, J. Baran).
Wolna Grupa Bukowina
Bukowina, Promaton EMI 1991 (A. Ziemianin, J. Harasymowicz)
Niechaj zabrzmi, 1994 (A. Ziemianin).
Pieśń łagodnych, S. Złota Kolekcja (A. Ziemianin, J. Harasymowicz).
Słonecznik. Antologia, 2001 (A. Ziemianin).
Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki
Na ostatniej stacyjce przed rajem (W. Kolarz, F. Brataniec).
Ballada niedokończona ( A. K. Torbus, A. Ziemianin, H. Cyganik).)
Andrzej Mróz, grupa Kociołek - piosenki do słów Torbusa
Elżbieta Adamiak
Atlantyda Promaton-EMI -1995 (A. Ziemianin).
Nic nie mam, 2002 (J. Harasymowicz).
Zbieram siebie, 4 Ever Music 2009 (A. Ziemianin, J. Harasymowicz).
Paweł Orkisz
Przechyły (A. K. Torbus).

Mofeta Tylicz

Można w tym wypadku mówić o ciekawej osobliwości przyrodniczej - w Tyliczu została odkryta największa mofeta w Karpatach. W związku z prowadzonymi pracami nad zagospodarowaniem "Mofety Tylicz" znajdującej się w osadzie turystycznej

Muzeum Dziejów Tylicza

W muzeum znajduje się mnóstwo ciekawych eksponatów historycznych związanych lub powiązanych z Tyliczem, z jego mieszkańcami, z dawnym rzemiosłem i cechami Tylicza, są też stare zdjęcia, stroje, instrumenty muzyczne i co najważniejsze stare dokumenty upamiętniające 650-cio letnią historie Tylicza i jego mieszkańców.

 

Szlak Konfederatów Barskich

Zapraszamy Państwa do wspaniałej podróży w czasy Konfederacji Barskiej. Wędrując po malowniczej Gminie Krynicy - Zdroju, napotkacie tablice upamiętniające wydarzenia, które miały tu miejsce.

 

Copyright © 2017 - Odkryj Tylicz
CMS SIRADJE
Korzystając z tej strony, musisz zaakceptować korzystanie z plików cookie do analizy, dostosowanych treści i reklam.  Akceptuj